czwartek, 8 maja 2014

Mój własny... Kod ikonograficzny.

Wiele lat temu, gdy po raz pierwszy spotkałem się z rozważaniami teoretyków na temat malarstwa,
zaintrygowało mnie, jak wielu ludzi postrzega malarstwo, jako formę sztuki emocjonalnej,
a zatem i malarzy, jako artystów przede wszystkim kierujących się natchnieniem, chwilowym stanem
ducha, nastrojem chwili, zachwytem danym miejscem, albo ekspresją własnego charakteru.
Osobiście od dawna wiem, że jest to ocena może nie fałszywa, lecz z pewnością uproszczona.

Około rok 2003, po raz pierwszy wpadłem na myśl, że malarstwo może być bardzo nośnym
i skutecznym, choć zarazem swoistym językiem sztuki nie mniej złożonym, a może i bogatszym,
niż pismo ( kultury zachodniej, w każdym razie ), czy muzyka.
Uważam, że malarstwo jest / powinno być / złożonym, wielopoziomowym kodem.
Zresztą, czymże jest w ogóle jakikolwiek język, w sensie stricte formalnym, jeśli nie kodem właśnie,
czyli sposobem szyfrowania danych ( treści - w tym symbolicznych ), którego wielu form uczymy się
od dzieciństwa, by "trochę lepiej lub trochę gorzej" opanować ich tajniki i swoistą strukturę?
Nie chodziło mi przy tym o powiązania pod postacią inskrypcji, czy iluzji napisów, nazwanych 
w nomenklaturze - bodajże przez profesora historii sztuki Jana Białostockiego 
"enklawami semantycznymi"...,  o bynajmniej.

Weźmy za przykład historię malarstwa i języków pisanych.
Język rozumiany jako kod, lub zbiór kodów z początku bardziej przypominał współczesne
malarstwo niż pismo..., a dowody? 
Proszę bardzo - w naszym kręgu kulturowym mówi się o ikono-pisaniu, co wbrew pozorom nie jest
zgrabnym eufemizmem - ikony - malarstwo o podłożu religijnym "pisze się", czyli koduje z pomocą
określonych barw, kształtów, proporcji, a czasem i (szyfrowanych w kontekstach religijnych ),
wspomnianych już wyżej - enklaw semantycznych. 
Poza tym - malarstwo naskalne - pierwsze ślady "historii"..., "zapisywanych" ręką człowieka, choć
zapewne miały przeznaczenie poza-prozaiczne, a-historyczne, a raczej jako część rytuałów religijnych,
np., poprzedzających polowanie, starcia, czy błagania o zmianę aury..., mimo wszystko, były to
pierwsze, podświadome jeszcze, kody, sposoby przekazywania informacji: szaman , a inni ludzie.
Lecz są i inne przykłady - np., sposób, w jaki narodziło się pismo w starożytnym Egipcie,
silne i długotrwałe powiązanie malarstwa ( religijno-dydaktycznego, a zatem ikonograficznego ),
hieroglifu ( już znaku, choć nadal mocno emblematycznego - symbolicznego ) i ich form
pośrednich, a dopiero później, niejako wraz z wzrostem populacji, rozwojem społeczeństwa,
czy wymianą idei z innymi narodami - rozwój języka w formie zbliżonej do współczesnych. 

Oczywiście, warto też wspomnieć o piśmie dalekiego wschodu - przede wszystkim Chin i Japonii 
- czyli tzw., ( bo to nie do końca prawda ), pismo ideograficzne, obrazkowe itp.
Nie miejsce ni czas tutaj aby rozwodzić nad pismem wschodnim - warto jednak zauważyć
absolutną odmienność drogi, którą "poszli" twórcy wschodnich kodów językowych... 
W "naszym" kręgu kulturowym pismo zawężano do niewielkiej liczby znaków podstawowych, 
łączonych z ich fonetycznym odpowiednikiem, z których budowano ciągi znaczeniowe,
co z kolei spowodowało fenomen powstania setek odmian zasadniczo jednorodnego
ideowo kodu - złożonego z kilkudziesięciu znaków - pozwalającego nie tylko kodować język
mówiony i wzbogacać go o nowe pojęcia, ale i całkiem skutecznie tłumaczyć znaczenia z jednej
odmiany języka, na inną.
Język chiński jest bardziej złożoną strukturą, znaki mają zarówno odniesienia ideowe, czy nawet
"obrazkowe" - z początku, o ile się nie mylę, niektóre znaki miały "przypominać" określone
rzeczy, obiekty itp., - ale i fonetyczne - tyle, że odniesione do sylab i / lub wyrazów,
a nie abstrakcyjnych głosek.
Warto nadmienić, że, żeby nie być ( w Chinach ) uznawanym za analfabetę, trzeba poznać więcej
niż 2000 znaków chińskich, a wedle różnych obliczeń istnieje ich nawet kilkadziesiąt tysięcy...,
nie wspomnę o tym, że ich język łączy się z nauką kaligrafii, co bardzo pomaga zrozumieć biegłość
chińskich malarzy..., ale to już inny temat. 
Ja - pochodząc z europejskiego kręgu kulturowego - zajmę się jednak kodem dominującym " u nas". 
Zajmę się - jako malarz - sugerując, że skoro drogę od malarstwa ikonicznego - dowolnej religii
i kultury - można było odbyć w kierunku współczesnego kodu pisma, ba, istnieją tak różne sposoby,
jak wyżej opisane - zatem można też współczesne kody ponownie związać z formą malarską
i to dużo głębiej, niż się zazwyczaj czyni ( np., wypełniając obraz enklawami semantycznymi,
albo wręcz traktując barwną i zmienną w proporcjach enklawę..., jako / czy zamiast obrazu... ).

Zresztą, poniewczasie zorientowałem się, że poniekąd we własnych poszukiwaniach, przynajmniej
od strony teoretycznej, wyważam otwarte drzwi, za którymi kryją się całe zespoły nauk,
jak ikonologia, ikonografia, semiotyka, semantyka i itp.
Jednak, jak by to ( pozornie ) absurdalnie nie brzmiało, cieszę się, że zanim zacząłem czytać pozycje
fachowe, kilka lat szukałem na własną rękę, jako malarz.
Czemu? 
Cóż, co innego przeczytać - nawet bardzo mądrą książkę - będąc kompletnym laikiem - a co innego
odkryć źródło mądrości na temat, który już całkiem solidnie się przemyślało, przeanalizowało i nawet
parokrotnie próbowało ( na własny sposób ) zinterpretować w praktyce malarskiej...

Tak, próbowałem, a oto pierwsze próby - tzw. "Alfabet szkieł", którego idea i pierwsza realizacja
wyprzedziła nawet powstanie końcowej formy "Alfabetu" ( lata 2003 - 2007 ).



Zapewne, część moich znajomych zna dobrze tę pracę, lecz, sądzę, nie znali kontekstu jej powstania...
Oto zatem - pierwszy mój własny - autorski kod ikonograficzny.
Był pierwszy, miał więc swoje wady, uproszczenia, wkradło się nawet, co nie co chaosu...,
w tym - niezdecydowanie wyrażone obecnością znaków "Ą", "Ę", czy "Ż", ale brakiem wielu innych,
charakterystycznych dla języka polskiego, o zlepkach nie wspomnę, choć akurat o części "zlepków" pomyślałem w późniejszych próbach realizacji, np.


"Łazaż...", olej na płycie z roku 2005, i tak, tak, wiem, po polsku poprawnie powinno to brzmieć
"Łazarz", ale cóż, skoro w swoim Alfabecie przewidziałem miejsce tylko dla "Ż", trzeba było być
konsekwentnym... W każdym razie, ta realizacja ( poniekąd zresztą także "Ikar" ), wskazuje na kilka
kwestii, których nie udało mi się w pełni rozwiązać w samym "Alfabecie".
Co się "udało"?
Przede wszystkim, "Łazaż" wskazuje, że kodując głoski / znaki - choćby nasz kod był oparty
na jednej z istniejących odmian współczesnego pisma - nie musimy trzymać się wszystkich zasad
pierwotnej pisowni, ważne, by zmiana była systemową i stosowana była konsekwentnie - tak
jak w tej idei, iż w moim kodzie nie ma "RZ" i "Ż", ale tylko ten drugi znak ( fonetycznie są one tożsame ).
Tak samo postąpiłem np., z ideą znaku "Ó" - jako fonetycznie tożsamego z "U".
Po drugie, chodzi o malarstwo - zatem nie było sensu ograniczać go - tylko do prostego szyfru
"białe ( szkło ) na jednolitym, np., czarnym tle", jak jest w "Alfabecie" - bynajmniej - tło, otoczenie
przedmiotów, sposób malowania - także mają swoją rolę w budowaniu ostatecznego wyrazu
kodu - w "Ikarze" jest to także sposób zakomponowania znaków / przedmiotów...
W "Łazażu" z kolei - tło - barwy tła - nawiązują do historii związanej z "opisywaną" postacią...
Lecz jest jeszcze kwestia zlepków, czy też tworzenia nowych zasad "pisowni" mego własnego kodu
- zwróćmy uwagę - w "Alfabecie" nie mam znaku "Ł", ale jednak zakodowałem nie "Lazaża",
a "Łazaża".
Jak?
Cóż, obmyśliłem sobie, że powiążę znaki analogicznie, jak uczynili to twórcy jednej z odmian pisowni
Esperanto - tyle, że moim znakiem wiążącym będzie "i" zatem w obrazie mam szkło kodujące znak "L"
oraz "postawione" ( malowałem z pamięci ) na nim... "i", co w tłumaczeniu mojego kodu daje
automatycznie "Ł".
Dobrze - powie ktoś - ale gdyby znaki "nie stały" na półce, jak powiązać np. "s" z "i", żeby "w locie",
jak w obrazie "Ikar", powstał znak "ś"?
Żaden problem - ważne jest tylko, by "szkła" się ze sobą stykały, jedno było na drugim, za drugim,
albo w nim...
Z czasem myślałem i o tym, by wszystkie fonetyczne i językowe wyjątki - wszak kod powinien
dać się zastosować i do innych odmian ( języków narodowych, Esperanto itp. ) - powiązać
w powyższy sposób, w tym także te nieszczęsne "Ą" i "Ę"..., lub, by dla kodowania w innych językach
stworzyć odrębne powiązania znaków. Niemniej, Ostatecznie, powstał jeszcze tylko jeden obraz,
który pokażę, ponieważ nieco inaczej interpretuję ( w nim ) możliwości mojego kodu: 


To jest "Równość"... Jak wszystkie pozostałe, malowałem go z pamięci - a iluzja trójwymiaru,
tak charakterystyczna dla malarstwa zachodnio-europejskiego - pozwoliła mi "napisać" dane słowo
nie zważając na "alfabetyczną" wielkość kodujących "szkieł", a zatem powiązać formę z treścią inaczej,
niż gdybym dosłownie zapisywał wyraz, oczywiście nadając mu jednocześnie charakter metafory
"dosłownej" - stricte malarskiej:
nie ma pełnej równości, zawsze są sprawy mniej i bardziej istotne, bardziej wysunięte na przód, 
lub pozostające w tyle - ale zawsze można tę ideę wyidealizować pięknymi słowy, zapisać na papierze, albo... celnie i łagodnie zarazem wyrazić w malarstwie.
Na powyższym przykładzie widać również, że znaki - "Ś" i "Ć" są zbudowane jak wyżej opisałem
ideogram "i" jest na lub w ideogramie = "przedmiocie" kodującym "S" i "C".
Jest jeszcze aspekt wyboru przedmiotów kodujących... 
Wszak mogło by się wydawać, że można sobie stworzyć dowolny inny wybór przedmiotów,
podstawić pod nie znaki, albo co lepsze, stworzyć własny szyfr znaków, czy nawet własne znaki
i szyfr kodujący je ze znakami pisma, potem podstawić jeszcze dowolne przedmioty, np., narzędzia
albo owoce..., i tak w nieskończoność, produkować kolejne wersje tego typu kodu.
Tak, tak, jak piszę powyżej, sam na to wpadłem, ba, stworzyłem z 20 odmian analogicznego kodu, 
plus kilka dodatkowo zaszyfrowanych, ale... 
Stopniowo, dochodziłem do wniosku, że kod - o ile ma być możliwy do odczytu, nie może być
jednocześnie zanadto zaszyfrowany..., a i że - by ułatwić widzowi zrozumienie kodu, muszę
ograniczyć do minimum, a zarazem odnaleźć wybór przedmiotów możliwie najgłębiej tradycyjnie
uzasadniony - ikonograficznie "obciążony" przez tradycję wielu wieków malarstwa... 
Najwięcej znaczeń różnorodnych przypisywano atrybutom - w tym głównie - poprzez rozwój XVII
wiecznej holenderskiej martwej natury - naczyniom..., w tym naczyniom szklanym. 
W ten sposób doszedłem do wniosku, że szkła, z natury swojej świetnie odnoszące się do wielu
płaszczyzn ikonografii tradycyjnej, będą dobrym kodem szyfrującym znaki pisma - zwłaszcza
że obie struktury kodowe wywodzą się z tego samego kręgu kulturowego.
Kolejnym - późniejszym już wnioskiem - była chęć rezygnacji z powyżej opisanych - licznych
komplikacji kodu, związanych z współczesnymi naleciałościami ortografii i gramatyki języków
narodowych...
Zwróciłem uwagę na Esperanto i Łacinę - języki "martwe", w tym sensie, że ponad - narodowe,
o tyle "żywe", że wystarczająco bogate i zarazem tradycyjnie wmieszane w podstawy kultury
zachodniej, by każdy, gdy tylko zechce - korzystając ze znanych form kodowania i współczesnych
systemów translatorskich - mógł odczytać sens zawartych w obrazach słów czy fraz.

Jednak i wcześniej i w trakcie i później..., najbardziej skupiałem się na malarstwie bardziej, hmmm...,
typowym, często również świadomie kodowanym..., ale jednak bardziej "tradycyjnymi" sposobami.
Powstawały w ten sposób, co roku liczne martwe natury, nokturny, bardziej tradycyjne reinterpretacje
tematyki "vanitas", czy również autorskie adaptacje metafor malarskich i nadrealizmu, które znajdziecie
Państwo na moim blogu o malarstwie...
Niemniej, zawsze lubiłem korzystać z różnorodnych źródeł inspiracji, ba, nierzadko malowałem
w tym samym czasie kilka cykli malarskich o odmiennej tematyce i jakoś mi to nie szkodzi.
Można nawet powiedzieć, że bogactwo bodźców i trudności wzmaga i poprawia moje zdolności
i pomaga szybciej się uczyć, rozwijać. Ba, równoległe rozważanie teoretycznych zagadnień
choćby z zakresu "kodowania" znaczeń i prostej - czasami nawet tylko estetyczno / wrażeniowej
praktyki malarskiej, pozwalały mi zachować dystans do obu tych form mojej ekspresji
m.in., wpaść na całkiem odmienny sposób kodowania treści...

Z czasem stworzyłem więc drugi / odmienny koncepcyjnie kod ikonograficzny.
Ten nie jest może tak prosty, jak poprzedni, może trudniej się w nim zorientować laikowi,
z drugiej strony, jest z pewnością bliższy naturalnemu - rozwijanemu od stuleci sposobowi kodowania
treści w malarstwie, a zarazem jednak nadal szyfrem "pisemnym".
Zasadniczą różnicą - zmianą jest, iż nie chodzi tu o podstawienie pojedynczego wizerunku / przedmiotu
pod pojedynczy znak pisma, nie.
Wszak, pomyślałem, język tradycyjnej ikonografii jest tak bogaty, czemu miałbym z tego bogactwa
rezygnować, a zatem...

Zatem, mój drugi kod, choć nie doczekał się ( na razie ), malarskiej realizacji i pozostaje w formie
czysto konceptualnej..., teoretycznie pozwala na znacznie szersze i głębsze powiązanie tak różnych
form wyrazu, jak malarstwo i pismo.
Tym razem bowiem, podstawiłem pod znaki grupy emblematów / przedmiotów
( zatem poniekąd / kształtów / barw / wyobrażeń... ). 
Na przykład? 
Na przykład za "A", podstawiłem owoce. 
Nie jeden owoc, albo jeden rodzaj owoców, ale - w zamyśle - wszystkie owoce świata,
choć oczywiście, do danego kodowanego znaku "A" - użyłoby się wybranego, pojedynczego owocu
albo kiści - np. winogron. 
Niby nadal jeden za jeden, więc cóż takiego się zmieniło, by robić z tego takie "halo".
Lecz..., warto zwrócić uwagę, jak wiele daje możliwości fakt, iż dosłownie każde "A" w zdaniu,
może być innym "A" - innym owocem - barwnie, wielkością, rodzajem, ba, nie tylko - także całym
lub częścią, obranym lub nie, świeżym, lub nadgniłym..., na półce lub w locie..., jako iluzja,
ekspresyjne malowanie "ze szpachli" albo np., kolaż...
To dosłownie dziesiątki tysięcy możliwych wariacji na temat interpretacji każdego znaku, a jedynym
ograniczeniem - nasza prywatna interpretacja kreślonej frazy, wyrazu, zdania...,oraz, no cóż,
granice naszej wyobraźni i inteligencji. 
Niestety, oba kody nie są wolne od wad obu form kodowania - i malarstwa i literatury - można,
o ile zabraknie komuś wyobraźni i zdolności - bełkotać, prawić bez sensu, głupio, albo i...,
świadomie szokować.
Ale cóż, mnie osobiście bardziej pociągają pozytywy, niż wady, które zresztą wynikać mogą raczej
z wad kodującego..., niż samego kodu.
Oto tabela kodu: 

Litera alfabetu
Znaki łacińskie
Ikonograficzne odpowiedniki / emblematy - do podstawienia pod znaki alfabetu łacińskiego - w przedstawieniu malarskim.
A
OWOCE - wszelkiego rodzaju, gatunku czy odmiany, dowolnej barwy, wielkości, stopnia dojrzałości, lub zepsucia…, także kawałki, soki i przetwory owocowe.
B
SZTUKA OZDOBNA - dokładniej ozdoby, ornamenty, biżuteria, insygnia, meble, szkatuły i inne precjoza o funkcji ozdoby lub opakowania ozdoby.
PIENIĄDZE - monety i papier /// Wszystkie emblematy albo jako iluzje albo kolaż.
C
ZABAWKI - wszelkiego typu zabawki - makiety, domki, klocki, maskotki, lalki, „bohaterowie” i „rycerze”, „smoki” i itp., również starożytne / prehistoryczne.
D
RZEŹBY, MASKI, MODELE ĆWICZEBNE - rzeźby ludzi, zwierząt, scen, ich części, lub abstrakcyjne, dowolne maski, ich części, modele art., i np., krawieckie.
E
NACZYNIA - wszelkiego typu, np., butelki, miski, garnki, talerze, patery, dzbany, wazony, puchary, kielichy, szklanki - użytkowe i ozdobne - z tym, że puste, całe lub rozbite, ich fragmenty - w tym współczesne, dawne, czy prehistoryczne.
 F
 LEKI - jak tabletki, proszki, płyny, same, w opakowaniach wszelakich lub słojach aptekarskich. 

G
BROŃ, MODELE BRONI, POCISKI I ITP. – współczesne, dawne
i prehistoryczne - duże / małe lub „dalej” i „bliżej”.
H
GRZYBY I ICH PRZETWORY – jadalne i nie, duże i nie, całe i fragmenty, przetwory, a także grzyby ozdobne, huby.
I
NARZĘDZIA – wszelkiego typu przyrządy i narzędzia jakimi posługuje się człowiek od małych i precyzyjnych po np., grabie…, lub maszyny widziane z perspektywy „pejzażu”.
J
SZMATY, DRAPERIE, PĘKNIĘCIA NP., TŁA CZY PÓŁKI, „DZIURY” W OBRAZIE LUB FAKTYCZNE DZIURY – JAKO ENKLAWY SEMANTYCZNE.

K

KAMIENIE, WĘGIEL, KRYSZTAŁY, NATURALNY BURSZTYN I MINERAŁY.
L
KWIATY I ROŚLINY DONICZKOWE – wszelkich gatunków i odmian, barw, zarówno świeże jak i suszki, w tym miechunki ( owoce ), lub zwiędłe / suche.
M
GRY – np., pionki szachowe i inne, kości do gry, kulki, domino, karty wszelkiego rodzaju, kamienie do losowania, bule, piłki i inne przybory gier sportowych…
N
ZWIERZĘTA KRĘGOWE ( z wyłączeniem ryb ) – żywe, martwe i wypchane, mięso lub kości, czaszki, przetwory, dowolnego gatunku… także preparaty naukowe. W tym czaszka i kości ludzkie, lub ciało – np. widziane w perspektywie, albo same nogi, ręce, wychodzące zza kadru, preparaty.
 O
 ZWIERZĘTA BEZKRĘGOWE  - żywe lub nie, dowolnego gatunku, w tym muszle, i skamieniałości.

Q


UBIORY, ZBROJE, NAKRYCIA GŁOWY – wszelkiej maści współczesne i nie,
okulary także, sztuczne oczy, czy protezy…
P
ŹRÓDŁA ŚWIATŁA – zarówno zapalone jak i zgaszone, świece, znicze, kaganki, lampy, latarki, okna, smugi światła na / w danym miejscu kompozycji.
R
MIÓD, WYPIEKI I PRZETWORY – miód, chleb, bułka, ciasta, ciastka, ale i ich fragmenty, okruchy, ale i przetwory mleczne – sery, twarogi, itp.
S
WĘDKARSTWO I RYBY – przybory wędkarskie i rybackie, oraz ryby wszelkiego rodzaju lub ich szczątki, ryby zakonserwowane, preparaty.
T
CZASOMIERZE – klepsydra, zegarki wszelkiego typu, zegar słoneczny, księżycowy, wodny i itp., w tym elementy i niekompletne mechanizmy.

U

OPTYKA I NARZĘDZIA ARTYSTYCZNE – typowe – pędzle, szpachle, palety, krosna, sztalugi, a optyka – aparat foto i kamera, oraz ich „przodkowie”, soczewki, lustra wklęsłe i wypukłe, aparaty optyczne.
V
RAMY, OBRAZY, ZDJĘCIA, LUSTRA -  zarówno jako iluzje jak i elementy kolażu.
W
WARZYWA I JARZYNY - wszelkie - jak kapusta, sałata, brokuł, por, czosnek, cebula, burak, itp., itd.

X

INSTRUMENTY MUZYCZNE – całe, nowe, stare, zniszczone, ich fragmenty, dowolne, lokalne i historyczne, jak i współczesne.
Y
KSIĄŻKI, PAPIERY, GAZETY, NOŚNIKI I ODTWARZACZE INFORMACJI

Z

JAJKA, ORZECHY, NASIONA – wszelkiego kształtu i wielkości, gatunku, pojedynczo lub w większej ilości, jajka mogą być w gniazdach, także same skorupy i łupiny, ich fragmenty.

Cóż można dodać..., ten kod, oparty jest o Łacinę, a ewentualne kodowania w językach narodowych,
musiałyby opierać się o dobranie jednego znaku jako kodującego w powiązaniu z innymi osobiście
sądzę, że najbardziej logiczny byłby znak - "E" - czyli naczynia. 

Czy w przyszłości powstaną realizacje praktyczne? 

Jeszcze nie wiem, dlatego też na razie jest to tekst zamieszczony na blogu pisemnym.
W każdym razie, planowałem namalować jeden obraz - kwadrat, cztery półki, zakodowane:
"Carpe diem", namalowanym czterokrotnie..., za każdym razem inaczej - by oddać kilka znaczeń
tej frazy, a zarazem pokazać różnorodność możliwości mojego kodu ikonograficznego...

Paweł Tadeusz Galiński.


2 komentarze:

  1. Fajny motyw. Przypomina zagadki z gier przygodowych.

    OdpowiedzUsuń
  2. "poniewczasie zorientowałem się, że poniekąd we własnych poszukiwaniach, przynajmniej
    od strony teoretycznej - wyważam otwarte drzwi - za którymi kryją się całe zespoły nauk,
    jak ikonologia, ikonografia, semiotyka, semantyka i itp"
    Podoba mi powyzsze stwierdzenie : D I 'stety/niestety' zupelnie je rozumiem. Przez 5 lat tez wywazalam otwarte drzwi, zeby po 5 latach to zauwazyc I siegnac po dobrze opisana literature poszczegolnych tematow, choc u mnie jest odwrotnie, bo ja sie 'nawrocilam' na teorie anatomii, perspektywy, swiatlociena I podobnie jak Ty ciesze sie, ze nie wzielam sie za nia od poczatku, bo zdaje mi sie, ze w kazdym wczesniejszym momencie niz teraz po prostu same zagadnienia I ich obszernosc z rownolegla nauka ikonografii by mnie przerosly, zagubilabym sie I byc moze nawet to poskutkowaloby zaniechaniem nauki malarstwa w ogole.. Widac na wszystko jest pora I we wszystkim jest powod. Ciekawie piszesz, zycze powodzenia I czekam na kolejne prace i wpisy! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń