piątek, 30 października 2015

O oryginalności II - Prawdziwa kopia...

Poprzednim razem - rozpoczynając cykl o oryginalności - zwróciłem uwagę na wielość zapożyczeń emblematycznych i kompozycyjnych, z jakich korzystał artysta zazwyczaj postrzegany jako wyjątkowy oryginał - i on i jego dzieła..., tym razem parę słów o kopiach.

Kopiowanie dzieł mistrzów to nic nowego, dawniej stanowiło nierzadko formę nauki warsztatu,
dziś częściej wynika po prostu z popytu na znane dzieła przeszłości.
Rzadziej spotykamy pastisze, albo coś, co osobiście nazywam prawdziwą kopią.
Wiem, nasuwa się pytanie, co jest dla mnie kopią nieprawdziwą...
No cóż, podzieliłbym sobie kopie, na cztery podstawowe kategorie:
1. Kopia / reprodukcja - ale wykonana odręcznie, dokładnie według oryginału, także względem wszelkich aspektów technicznych, metod, pędzli, itp., to to, co najczęściej rozumiemy jako kopię, acz też najrzadziej stykamy się z tego typu dziełami, powstają bowiem długo, na podstawie oryginałów, a nie ich zdjęć, są też drogie. Czasem pełnią rolę "zaworu bezpieczeństwa" w przypadku szczególnie cennych dzieł, jak w przypadku wspomnianej już Mony Lizy...
2. Kopia powierzchowna - najczęstsza, często wykonana zupełnie inną techniką, ale - czysto wizualnie podobna do oryginału - tu ewentualnie wydzieliłbym jeszcze kopie na dobre i kopie do luftu..., właśnie ze względu na umiejętności naśladowania oryginału.
3. Pastisz - wykorzystanie jakiegoś motywu by stworzyć całkiem nową jakość i de facto - zupełnie inny temat - o czymś takim pisałem przy okazji tekstu o twórczości Salvadora Dali...*
Pastiszem jest również - według takiej definicji, oczywiście - poniższy obraz:

Martwy Torreador Maneta, nawiązanie do częstego sposobu przedstawienia martwego 
Chrystusa w malarstwie religijnym.


4. Kopia prawdziwa - kopia bliska oryginału, interpretacja, jasne odniesienie do motywu głównego lub niemal dokładne powtórzenie kompozycji, stworzone jednak, albo by dodać coś od siebie, albo po prostu nowa wersja, inna - również autorska - interpretacja tematu.
Właściwie chyba najtrudniejsza kopia, bowiem nie tylko o to chodzi by zinterpretować, ale i nie zepsuć...,
nie spłycić. Niestety, rzadko się to udaje, co widać choćby po setkach nawiązań do Mony Lizy...
Inne przykłady, to dziesiątki przedstawień m.in., półleżącej nagiej postaci znanej z Twórczości Giorgiona
i Tycjana i wiele innych - poniżej przedstawiam, co nie co ( dobrych ) przykładów:


Śpiąca Venus - obraz początkowo malował Giorgione, kończył go jednak Tycjan.

Wenus z Urbino - obraz Tycjana, jedna z najbardziej rozpowszechnionych wersji tematu.
 
Olimpia - Maneta, odniesienie jest oczywiste, ale jednocześnie widać odmienną interpretację tematu, to nie bogini, ani uosobienie piękna, to po prostu modelka, na dodatek, prostytutka..., a jednak obraz nie jest gorszy od wcześniejszych, ani formalnie, ani przekazem - ponieważ autor czerpał świadomie, by co nie co prowokować..., oczywistymi odniesieniami jest nie tylko poza i w miarę podobne proporcje ciała, ale także obecność służącej i zwierzę u nóg postaci...

 Albo przykład na to, jak czasem pojedynczy artysta, wielokroć powtarzał pewien motyw, często z powodu zamówienia, lecz jednak, za każdym razem tworząc nową wartość plastyczną, stosując nieco inne rozwiązania..., mimo, że ewidentnie poniższe obrazy są stworzone na bazie podobnego planu kompozycyjnego i w tej samej tematyce - ponownie prezentuję obrazy Tycjana:




Kolejnym przykładem niemal dosłownego przeniesienia kompozycji, lecz z zachowaniem swoistego, autorskiego rysu / stylistyki dzieła, jest kopia wykonana przez Rubensa, na podstawie obrazu Caravaggia:

 
Złożenie do grobu - Caravaggio

Złożenie do grobu - Rubens



* - link do tekstu o pastiszach Salvadora Dali:
http://pawtadgal.blogspot.com/2015/10/o-oryginalnosci-cz1.html 
 


C.D.N. w części trzeciej cyklu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz