Pokazywanie postów oznaczonych etykietą idee. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą idee. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 marca 2016

Ślepcy...

Ślepcy...

Szanowni państwo, wbrew pozorom, nie chodzi tu o przykre określenie 
braku jednego ze zmysłów. Jest to opowieść / próba interpretacji obrazu,
cząstki twórczości jednego z najciekawszych dawnych malarzy: 
Petera Bruegla Starszego.


Ślepcy..., ślepy ciągnie ślepego, a gdy którykolwiek się potknie...

Na pierwszy rzut oka obraz przedstawia niewidomych, jednakże, mówimy o artyście 
z XVI wieku, artyście znanym z wielu rozwiązań, rozbudowanej treści metaforycznych 
i symbolicznych, ale nieznanym jako malarz - ilustrator czy dosłowny realista.  

Dziś / współcześnie jesteśmy przyzwyczajeni - do przeglądania świata w zwierciadłach 
fotografii, filmu, komputerowych video, grafik, internetowych baz danych, i itp. 
W XVI wieku ludzie, w tym artyści nie posiadali takich możliwości, narzędzi, mediów. 
Byli też - w ogromnej większości - głęboko religijni, życie miało dla nich bardziej 
mistyczny charakter. W sztuce - będącej esencją codziennych inspiracji - także 
mistycyzm codziennej wiary przybierał formy głębsze, nasycone wręcz metaforami. 

Sięgnijmy do Ewangelii wg św. Mateusza:
"Zostawcie ich! To są ślepi przewodnicy ślepych. Lecz jeśli ślepy ślepego prowadzi, 
obaj w dół wpadną."

W tym momencie możemy uczynić dwa założenia wstępne. 

Po pierwsze - ten obraz nie jest prostą ilustracją równie prostej ówczesnej sytuacji. 
Po drugie - rozwiązanie najprawdopodobniej znajdziemy w odwołaniu do religii 
chrześcijańskiej. 

O co może chodzić? Być może dobrze byłoby sięgnąć najpierw do innych dzieł 
danego autora? 



Wieża Babel.

Przyjrzyjmy się jej uważniej.

Ogromna budowla - częściowo zapewne wykuta w skale, wysokiej górze, następnie podwyższana, pnie się ku górze, jeszcze się pnie, ale już jest dziwnie przechylona, 
jakby zagłębiała się w ziemi pod własnym ciężarem, ciężarem niedosiężnych marzeń, 
a zarazem tak, nie inaczej..., tak tak, zaślepienia.

 

Samobójstwo Saula.

Zapewne nie wszyscy dziś znają tę staro-testamentową opowieść.
Acz raczej większość kojarzy króla Dawida - pogromcę Goliata?
Saul był królem przed Dawidem.
Królem - według biblijnego tekstu - tak aroganckim, że zignorował głos swojego 
Boga i przegrał wojnę - nie tylko zaszkodził własnemu plemieniu, ale musiał zginąć 
w sposób najbardziej w tej tradycji haniebny - popełniając samobójstwo.
Tę scenę widzimy u dołu, z lewej.
Z prawej, jak fala sztormowa, zmierza ku lewej wielka, wroga armia...

Niemal we wszystkich ważniejszych obrazach malarza - postaci ludzkie są znikome
w skali obrazu, a ich działaniom towarzyszy spojrzenie na rozległy pejzaż, czyniący 
ze zdarzeń, bitew wielkich, czy budowli, sytuacje niemal incydentalne..., przynajmniej, 
w perspektywie Uniwersum.

Wojna ogólnie - jest bezsensem i zbrodnią, rzezią i zaprzeczeniem - spokojnego życia toczącego się w tle. Jest zatem formą zaślepienia - oto zaślepieni wystąpili wobec zaślepionym. Jedna ze stron wygrywa, ale za jaką cenę - dla wszystkich uczestników?
Ile dusz zatraconych, ile talentów nieodkrytych zgnije potem na polu..., chwały?
Ale przecież nie tylko w czasie wojny zdarza się nam nie chcieć lub z ignorancji 
przegapić wydarzenia, które mogą całkowicie odmienić świat, na wiele lat, czasem, 
milleniów...



Oto wiodą na śmierć jedną z najciekawszych, być może najważniejszą z person 
ostatnich kilku tysięcy lat...
Dla jednych Syn Boży, dla innych prorok, lub wędrowny moralista, etyk semicki 
- Jezus z Nazaretu.
Znów łatwo dostrzec charakterystyczne cechy malarstwa Bruegela - rozległy pejzaż, 
stroje z epoki wymieszane z historycznie odzianymi postaciami biblijnymi, ludziki 
w większości jak..., robaczki na łące, jak cząstki niezmiernych sił natury, ale przede
 wszystkim..., jakże mała jest postać Jezusa, znacznie lepiej widzimy scenę rozpaczy
Jego matki. 
Teoretycznie wszyscy zmierzają na miejsce kaźni, lecz przyjrzyjmy się uważnie... 
Oto, większość ludzi tak naprawdę jest ślepa wobec udręki Jezusa, obojętna, a rozpacz
matki dostrzegają jedynie najbliżsi. Ludzie, nie widzą, że uczestniczą w zapewne
najistotniejszym wydarzeniu swojego życia, wydarzeniu, które odciśnie ślad 
w historii sporej części świata, i będzie go wciąż odciskać przez kolejne wieki.

Tacy zaślepieni, nieczuli na wyjątkowe zjawiska, traktujący świat jak wyrośnięte ledwie 
dzieci. 


Zabawy dzieci.

Rozległa panorama miasta, ulicy, rzeka w tle i..., dobrze ponad setka maleńkich 
sylwetek dzieci zajętych zabawą. Dziesiątki sytuacji - czasem i nam znanych, 
czasem zupełnie już niezrozumiałych tradycji i obyczajów... 
Zapis dla historyków, ale..., przecież nie tylko.
Patrząc na zatłoczone ulice współczesnych miast, ludzi wszelkiego wieku, którzy gonią 
za sobie tylko wiadomymi sprawami, tak skupieni, że umyka im nieledwie wszystko,
może nawet wiele z tego, co mogłoby rozwiązać ich tymczasowe sprawy, problemy, 
albo choć poprawić humor.
Ptak świergocze w krzaku, liszka pnie się po murku, obłoki ciekawe kształty układają 
na ścianach kamienic i przeszklonych biurowców, piękne panie lub przystojni panowie 
tuż obok..., lecz nie widzimy, idziemy niemal niewidomi, choć naszym oczom nic nie dolega.

Ba, iluż z nas, co roku ginie z tego zamyślenia, już to spadając ze schodów, już to
rozjeżdżani na ulicach, lub po prostu od stresu, bo ciśnienie pod czerepem było za
wysokie..., bo w pędzie codziennego znoju zapomnieliśmy o zaleconych  lekach, 
lub w ogóle, regularnej..., dbałości o zdrowie.
Niby dorośli, wykształceni latami, ulepieni, stworzeni jako zwierzę stadne, a jednak jak 
dzieci, albo ogólnie - ludzie tańczący pod szubienicą przeznaczenia...

 

Taniec pod szubienicą.

Jak niemal zawsze u Bruegla:
- rozległy krajobraz pełen szczegółów, sugerujący szeroką perspektywę - nie tylko ujęcia,
ale i spojrzenia artysty, to też pokaz do nas skierowany - jak mało znaczą ludzkie sprawy,
a zarazem jednak, jak wiele - ale niemal wyłącznie dla nas samych, w danym miejscu
i czasie,
acz przecież są rzeczy znacznie ważniejsze, ot, zazwyczaj zupełnie ich nie dostrzegamy,
zapatrzeni w siebie lub..., trawiąc czas na czcze zabawy.
- Postaci są maleńkie w skali obrazu, mają znaczenie, acz nie należy ich postrzegać dosłownie, jako przedstawienia konkretnych ludzi, czy przypisywać artyście proste 
zainteresowanie zabawami i obyczajami..., oj nie. To alegorie / metafory / symboliczny,
osobisty, autorski kod artysty.

Spójrzmy jeszcze raz - najpierw w górę - ludzie tańczą pod szubienicą - żyją, cieszą się,
nikt się nie zastanawia, nie myśli ani o przemijaniu (podkreślonym czaszką zwierzęcia
z prawej), ani o ciężkim znoju codziennej pracy (dom - młyn).

Oczywiście, dziś chętnie pominęlibyśmy ewidentne symbole, zapomnieli, że śmierć
czeka wszystkich, nie tylko złoczyńców, a co potem - jeśli się wierzy, że coś potem 
jest - zależy głównie od tego jak spędzimy to nasze życie..., czy na zabawie beztroskiej, 
czy..., zgoła inaczej. 
Oczywiście niewierzący, lub zwolennicy zreformowanych mocno kościołów, powiedzą, 
że to "archaiczne", że bajka... Być może, a może i nie, kiedyś się przekonamy, wszyscy.
Lecz tak naprawdę to zupełnie nieistotne - wierzysz czytelniku, czy nie - bo tu nie 
o Ciebie osobiście chodzi - ale o poznanie duszy dawno zmarłego artysty - jego doznań
i przemyśleń, subiektywnej wizji świata. 
Jakże często brakuje mi takiej perspektywy w czytanych tekstach krytycznych 
i opracowaniach obrazów dawnych Mistrzów... Jak brakuje czasem spojrzenia, które 
sięga dalej, poza nasze prywatne, współczesne przekonania - zaślepieni nimi, 
"widzimy" nie to, co być mogło, lecz nakładamy na obrazy wyłącznie własne iluzje. 

Teraz dla odmiany - spójrzmy w dół - ponownie na obraz pozornie mocno odbiegający
od tych prac, które opisałem powyżej - Ślepcy:


Pozornie ten obraz nie spełnia kilku ważnych - wyżej wymienionych cech typowych 
dla Bruegla - pejzaż nie jest tak rozległy, a postaci niewielkie..., a jednak, 
nie bez przyczyny pisałem to wszystko wyżej..., chodziło o kod 
- zauważanie, że czytać obrazy Bruegla, to nie to samo, co czytać fotografie 
czy foto-realistyczne ilustracje codzienności..., oj, bynajmniej.
To po prostu esencjonalny wyciąg z wielu wizji, skondensowana dawka absurdu.
Przypominają się pamiętne słowa:

"Przyjaciele, rodacy, staliśmy tuż nad przepaścią, ale ostatnio zrobiliśmy odważny 
krok na przód..." ... (...).

Jakże wiele lat dzieli ten tekst i powyższe dzieło, jakże ogromne przepaści różnic 
wszelakich, a jednak jedno i drugie jakoś dziwnie świetnie się uzupełnia, ot, z tym 
może, że artysta zauważył absurd ponadczasowej zasady, a wypowiadający 
powyższe słowa, nie. 

Zresztą, są i inne obrazy, łamiące "zasadę" maleńkich postaci w skali obrazu..., 
wybrałem jeden:
 


To nie jest trzech gości leżących pod drzewem po trudnym dniu.
Nie.
To metafora dość popularnego i znanego i nam (teoretycznie), powiedzenia 
- że ludzie w swojej większości pragnęliby, by "gołąbki same wpadały im do gąbki" 
- w tłumaczeniu dla młodzieży - by żyć beztrosko, nic nie robić, leżeć i czekać 
aż samo się zrobi, samo upiecze i ugotuje, a potem samo poda i do rąk wpadnie...

Warto jednak zwrócić uwagę, co wyróżnia trzy postaci na tym obrazie - otóż znów
znane z innych dzieł Bruegla uogólnienie, synteza - komunikat zadziwiająco zwięzły
- "to, co maluję, dotyczy wszystkich".
Postaci są uosobieniem typowego ówcześnie podziału społecznego - trzech stanów
- oto rolnik z cepem, bogato odziany mieszczanin z książką, oraz rycerz w czerwonym
ubranku, płaszczu, kolczej zbroi, a obok kopia i rycerska rękawica.
Rycerzy zresztą mamy dwóch..., drugi trochę dalej, w górnym rogu...
Przynajmniej łatwiej zrozumieć alegorię obrazu - w tle świnia, co sama się kroi, 
ptak, który sam się kładzie na talerz, otwarte tkwiącym w nim sztućcem jajko,
samo kroczy...
Najważniejsze są jednak uogólnione postaci - oto wyobrażenie nam wszystkim bliskie,
marzenie bynajmniej, nie tylko dziecinne, dla którego czasem tracimy cenny czas, 
a na pewno, jak osiołki za marchewką na końcu wędki, kroczymy przez życie 
pospiesznie, ono przemija, przemyka niemal sprintem, nieopanowane, niby proste, 
ale tylko z tej naszej codziennej, minimalistycznej perspektywy 
empirycznej..., ślepców.

Ślepcy! 

Tak wiele nam umyka, gdy tuż obok toczy się wciąż i wciąż ciągła rywalizacja
dobra i zła, lub..., jak kto woli - życia i śmierci, przyjemności jednych kontra / kosztem
nierzadko trudu i znoju, zmartwień i problemów - dla innych:




 Koniec.








środa, 5 marca 2014

O "Wiedzy Tajemnej" cz. V - Kontrprzykłady.



W poprzednich rozdziałach pokazałem, jak znaczące w postrzeganiu określonej problematyki warsztatu Mistrzów są kwestie kontekstu historycznego, możliwie szerokiego ujęcia tematu 
tradycyjnego warsztatu w ogóle, oraz często treść, cel, sens obrazu. 
Pokazałem również, jak ważne jest by w ramach dowodzenia brać pod uwagę różne prace opisywanego autora, a nie tylko te, które nam ( z dowolnych względów ) odpowiadają.
Starałem się udowodnić, że zestawienia dzieł zbyt odległych od siebie - zwłaszcza pod wieloma względami naraz - powodują, że zestawienie ma mniejszą siłę ( jako dowód ), o ile nie mieści się w sferze myślenia czysto życzeniowego. 
W Rozdziale III i IV nadto, starałem się pokazać, że są argumenty na rzecz tradycyjnego,
wcześniejszego niż teorie Davida Hockneya spojrzenia na wielkość sztuki dawnej, wspaniałość kunsztu i umiejętności malowania realistycznych obrazów - z natury, szkiców, prostszych od optycznych metod „pomocniczych”, albo wprost z wyobraźni, pamięci. Starałem się również pokazać i omówić jak najwięcej prac, których mi szczególnie w "Wiedzy Tajemnej" brakuje.

W tym rozdziale rozwinę aspekt podkreślony w tytule, uczynię to zamieszczając sporo  przykładów dzieł, których za pomocą optyki albo się wytłumaczyć nie da, albo byłoby to bardzo, bardzo trudne, a czasem nawet..., pozbawione sensu.
Podam też przykład obrazów, w których wiem, że nastąpiło wykorzystanie wczesnej fotografii, choć patrząc na obrazy trudno w to uwierzyć, ba, sam w to nie wierzyłem, dokąd nie ujrzałem starych fotografii wypisz wymaluj, jak określone motywy.
Kończąc ten rozdział - w linkach - podam przykłady ( w tym video dokumentacji ) współczesnych obrazów ( i rzeźb ), powstałych  bez pomocy przyrządów optycznych.
To jest istotne, ponieważ dziś to jedynie świadomy wybór twórcy, acz jednocześnie świetny dowód na to, że metody dawne nadal nie ustępują najnowszym. 

Zacznę jednak nie od malarstwa, ale od rzeźb Michała Anioła, bo choć już o nim co nie co
 pisałem w rozdziale III, nie pokazałem jednak dziedziny, w której był najlepszy,
i która dodatkowo wzmacnia moje przekonanie, że metody optycznego odwzorowania 
nie były tak popularne, ba, tak potrzebne nawet, jak twierdzi David Hockney:









Co mają ilustrować powyższe przykłady? 
Rzeźby nie da się tworzyć na podstawie optyki... 
Można rozrysować sobie dowolną metodą szkice by uściślić projekt, następnie 
z natury i wedle szkicu stworzyć rzeźbę z gliny, być może mniejszy 
odlew, a na tej bazie tworzyć oryginał - np., w kamieniu. 
Problem w tym, że wielki kamienny blok, rusztowanie, na którym się pracuje,
lub wykańczanie drobiazgów dłutami i młotkami - Michał Anioł nie dysponował 
wielością współczesnych narzędzi - wymagało skupienia, oraz wiedzy i wyobraźni
pozwalających tworzyć prawie bez wzorca, lub ze wzorca trójwymiarowego. 
Optyka nie rozwiązuje tych problemów, nie pisząc już o tym, że autor przy pracy jest 
w ciągłym ruchu, zatem o jakimkolwiek skupianiu wzroku na pojedynczym punkcie 
nie może być mowy...

Trzeba też pamiętać, jak wielką rolę miała rzeźba dla nauki malarstwa 
i rysunku w dawnych wiekach...
Właśnie rzeźba pozwalała na wysoki kunszt opanowania rysunku, w tym postaci 
i głowy, wyrabiała wyobraźnię przestrzenną, uczyła roli światłocienia w określaniu 
wrażenia trójwymiaru. Poza tym kopiowanie rzeźb eliminowało problem poruszeń modela, 
czy jego zmęczenia. Dodając do tego system nauczania, który często zaczynał się bardzo wcześnie, trwał wiele lat, a młody adept nie był obciążony obowiązkami szkolnymi, 
w każdym razie innymi, niż prace zadane przez Mistrza, cóż, wszelkie porównywanie się współcześnie wykształconych artystów z mistrzami sprzed wieków jest mocno ryzykowne...

Jeśli chodzi o malarstwo zacznę od martwej natury, jako tematu, który znam najlepiej, 
także w sensie praktycznym...


Najpierw kilka klasycznych obrazów z nurtu iluzjonistycznego - werystycznych iluzji,
szczególnie częstych w sztuce holenderskiej XVII wieku.
Jak były malowane?
Na pewno laserunkami - wielowarstwowo - czyli długo ( wiele tygodni, czasem miesięcy ).
Zatem camerę obscurę trzeba by ustawiać wielokrotnie i sama kompozycja musiała składać
się z elementów nie ulegających szybkiemu zepsuciu, lub elementy te, musiały być malowanymi
na końcu, lub mieć charakter fantazji...
Z drugiej strony, zastanawiam się, czy camera obscura nie była by przydatna do pierwszego szkicu,
by ustawioną kompozycję odrysować w pewnych podstawowych proporcjach,
szczegółach, które potem, stopniowo malowane kolejnymi warstwami farby,
całkowicie zataiły przed nami takie szczególiki... 
Gdyby szkic wstępny był wykonany z pomocą maleńkich pędzli, byłoby to nawet całkiem prawdopodobne..., ba można by było czynić tak i w trakcie pracy, zmieniając / komplikując stopniowo kompozycję...To jednak nie wyjaśnia wszystkiego, a tylko ot, z 5-10% pracy nad obrazem...










 


 

A teraz pokażę inne martwe natury, takie, których w żaden sposób
 nie da się wyjaśnić stosowaniem samej optyki, bo są po prostu zbyt skomplikowane 
i złożone by się to udało zrobić, nie wspominając o elementach w oczywisty sposób malowanych
z wyobraźni lub poprzez solidne naginanie rzeczywistości, albo o przedmiotach typu np. mięso,
czy ryby, które bardzo szybko się psują... Te prace wymagały raczej projektowania i wielkiej wyobraźni, wspaniałego opanowania warsztatu i ogromnej biegłości ręki.
Praca z pomocą optyki byłaby tu utrudnieniem, ale nie trudnością przynoszącą zyski, tylko zwykłym trudzeniem się, gdy można zastosować prostsze i od dawna znane metody..., poza tym, niektóre elementy wyobrażeń np., "żywych zwierząt", albo przedstawienia postaci - są jakby mniej realistyczne, albo w przypadku zwierząt - ewidentnie zniekształcone - oczywiście z punktu widzenia człowieka współczesnego, znającego takie wizerunki z licznych fotografii i filmów. To dowód, iż malowano te obrazy z pamięci - albo całkiem, albo w pewnym stopniu, nadającym np., wypchanym pierwowzorom pozór życia. 
Oto one:

























Najwyższy czas zmienić tematykę..., zatem teraz zajmę się tematem
przedstawień żywych, a raczej "żywych" zwierząt w dawnej sztuce.
Owszem, w kilku powyższych martwych naturach występują i intrygują żywe 
stworzenia, ale to nie jest, bynajmniej, pełny zakres możliwości, jakimi dysponowali 
Dawni Mistrzowie:








Obrazy takie malować można było tylko i wyłącznie ze szkiców, lub wedle zwierząt wypchanych, 
czyli, tak czy inaczej, z dużą dozą stylizacji i pracy z wyobraźni, oczywiście tworzenie, komponowanie, czy umieszczanie tych "historii" w ramach pejzaży, jest czystą fantazją artystów. 
Jeśli zatem te prace powstawały bez użycia optyki, jak można twierdzić kategorycznie,
że prostsze znacznie, jak wymieniane w "Wiedzy Tajemnej", powstawały przy jej użyciu? 
Byłoby to - moim zdaniem - równoznaczne z twierdzeniem, 
że artyści tych prostszych prac byli po prostu znacznie ( ZNACZNIE ) mniej zdolni..., 
a byłoby to już twierdzenie po prostu czysto subiektywne.
Zresztą, ostatni z powyższych obrazów wprowadza nas naturalnie w rejony kolejnej tematyki, 
którą muszę poruszyć w tym rozdziale, a która w "wiedzy Tajemnej" prawie nie występuje,
czyli pejzaż. Zacznę od przykładów malarstwa realistycznego, albo przynajmniej 
sugerującego realizm, o czym szerzej poniżej:






Trzy powyższe prace - autorstwa Caspara Davida Friedricha - malowane były w pracowni, 
na podstawie szkiców z natury ( to akurat wiadomo na pewno - zatem są to fakty historyczne ). 
Zwłaszcza ostatnia praca - sama w sobie - dowodzi takiego właśnie systemu pracy - wszak mgła 
i chmury w wysokich górach to stan aury bardzo dynamiczny, płynny i zmienny w krótkim czasie, 
bez zdjęć można było poradzić sobie tylko w jeden sposób - ze szkiców z natury, 
bo optyce pre-fotograficznej dynamiczne sceny nie sprzyjają ( delikatnie mówiąc ).
Zatem kompozycja, barwy, faktury, charakter pory dnia, aury, chmur, to wszystko efekt 
wyłącznie warsztatu, pamięci i wyobraźni artysty...

 Poza ujęciami w miarę realistycznymi, choć już, jak napisałem, właściwie niemożliwymi 
w sensie używania sztuczek, mamy też pejzaże, co do których nie ma nawet cienia wątpliwości,
że powstały w większej części z pamięci lub i z wyobraźni:






























 
(...)

....................................................................

 O technice fresku i związanych z nią trudnościach pisałem sporo w cz. III w kontekście pracy Michała Anioła, ale Michał Anioł nie był jedynym, oto kilka - z wielu setek - dostępnych w sieci reprodukcji, przykładów fresku..., sufitowego..., prace, których optyką wytłumaczyć 
nie sposób.






..................................................................

A teraz dokonam "volty o 180 stopni".
Oto przykład artysty, o którym wiadomo doskonale, że korzystał z optyki, 
ale nie tradycyjnej, a wprost z wczesnej fotografii. 
Jest to jednak artysta, któremu ten fakt nie zaszkodził... Kto to taki?
Alfons Mucha...



Powyżej, tak, powyżej widzimy kilka fotografii wykonanych w pracowni autora,
 a poniżej prace:





Te prace to także jeden z licznych dowodów, że fotografia znacząco zmieniła problematykę 
i możliwości oceny procesu twórczego, zaś rzutniki i grafika komputerowa zmieniły jeszcze więcej,
dziś trzeba bardzo wnikliwie patrzeć na dzieła sztuki współczesnej, by rozpoznawać w nich cechy użycia w trakcie pracy fotografii / grafiki komputerowej lub rzutnika - jest to możliwe, ale bardzo trudne, tym trudniejsze im bardziej zaawansowane staje się oprogramowanie..., zwłaszcza dla osoby, która próbowała by tego dokonać na bazie umiejętności oceny sztuki dawnej... 
Z drugiej strony, skoro w sztuce dawnej tak trudno dopatrzeć się używania optyki, optyki tak szalenie mniej doskonałej od współczesnej, ba, skoro jest to znacznie trudniejsze, niż poszukiwanie przykładów na to dziś - gdy optyka jest o niebo bardziej zaawansowania - cóż, może należałoby zastanowić się,
czy w ogóle jest sens doszukiwać się..., cech sztuki współczesnej w malarstwie dawnym?

.........................................................

Na koniec, dodam jeszcze wybór linków, które pokażą ( jak sądzę ) dosadnie, czemu technika optyczna nie była dawniej - i dziś nadal nie jest - jedynym sposobem osiągania wspaniałych efektów w malarstwie realistycznym:




 
 

 
 
 














 


















Jeszcze co nie co o rzeźbie i technikach zbliżonych: 






















A tu o astronomii z elementami optyki:

Zapraszam także do lektury "Uzupełnień" do cyklu głównego, znajdziecie tam Państwo jeszcze więcej
argumentów i przykładów przeciw wielu z tez i argumentów Davida Hockneya...