Szanowni Państwo, kilka dni temu szczery opad szczęki dolnej - wywołał u mnie licznie publikowany na FB i innych portalach fragment obrazu / mem / artykuły - iż w obrazie
"Samobójstwo Saula" Petera Breughel'a Starszego, w tle dalszego planu jest
"oczywisty dowód" na istnienie..., dinozaurów.
Brzmi szalenie i absurdalnie?
Jasne, ale mimo to w sieci rozgorzały pełne emocji dyskusje, a z jednego konta
nawet mnie "zniknięto" bo śmiałem się nie zgodzić z "oczywistym" "dowodem",
jakoby w średniowiecznej Europie bytowały te prehistoryczne stworzenia.
Cóż, obejrzyjmy obraz - najpierw w całości:
Zacznijmy od tego, że obraz ma wymiary 33,5 x 55 cm, co oznacza, że jest bardzo
mały (jak na jego niezwykłe skomplikowanie) - i kwestia ta owszem, ma znaczenie.
Rycerze na pierwszym planie mają około 5-6 cm, ci na drugim mają taki wymiar
włącznie z końmi, postaci na skalnym występie i urwisku maksymalnie 1 cm,
a postaci na planie dalszym, za rzeką, są po prostu miniaturowe - dosłownie na granicy
możliwości stworzenia postaci / zwierzęcia odręcznie na obrazie - a na reprodukcji
tu zamieszczonej - w postaci wyizolowanego dalszego planu - są niemal niewidoczne
- i tak - też maleńkie, maksymalnie kilku milimetrowe - są też te "dinozaury",
i teraz zobaczmy sobie - właściwy fragment obrazu:
Widzicie Państwo?
Za rzeką są trzy zwierzęta - które faktycznie, nam, ludziom XX / XXI wieku - mogą się kojarzyć z roślinożernymi dinozaurami.
Problem w tym, że nam tak, ale Peterowi Breughlowi, nie nie mogły.
Po pierwsze - nie istniała w ogóle nazwa "dinozaur", ani paleontologia, systematyka,
ani koncept ewolucji, a i Darwin, ani nawet jego pra-pra-dziadkowie nie byli nawet
w panach ich przodków...
Idea zwierząt żyjących miliony lat temu, byłaby dla autora kompletną bzdurą, albo
wprost herezją.
W tamtych czasach obowiązywały wyobrażenia biblijne i w tej biblijnej opowieści
zilustrowanej przez malarza - z pewnością nie było zwierząt "przed-potopowych",
bo to całkiem inny temat, inna część historii Starego Testamentu - który zresztą
zakładał historię Świata na kilka tysięcy lat!
Po drugie - my widzimy dinozaurów wizerunki, rekonstrukcje cyfrowe i w figurkach
różnych, w muzeach - setki jeśli nie tysiące razy w ciągu całego życia i nie, to nie jest przecież dowód, że one dziś kroczą gdzieś w dżungli, prawda?
Po trzecie - wizerunki smoków ówczesnych znacząco różnią się od tego, co tu widzimy,
porównywanie, kojarzenie w ten sposób, również nie ma sensu.
Po czwarte - ten miniaturowy rozmiar "dinusiów" w obrazie, prawdopodobnie
dosłownie analogiczny - do fragmentu obrazu widocznego na powyższej reprodukcji,
czyli duże prawdopodobieństwo, że to po prostu tak "wyszło", taki to ot
uproszczony wizerunek pewnych istniejących zwierząt, zresztą pasujących
historycznie i geograficznie.
Jakich zwierząt?
Wielbłądów - jednogarbnych dromaderów dokładniej - i tak, wiem, dromadery mają
większe głowy, szersze i krótsze szyje - ale poza tym wszystko się zgadza, nawet to,
jak te szyje się wyginają, prawda?
Czyżbym twierdził, że Breughel Mistrz popełnił błąd w wyglądzie wielbłądów?
Tak, ale zarazem bagatelizuję wagę owego błędu, jako właściwie nieistotnego
dla wszystkich sensów, kontekstów treści i ogólnie niezwykłej kompozycji tego
- ze wszech miar - oryginalnego dzieła sztuki.
Warto mieć na uwadze, że nawet jeśli autor widział kiedyś prawdziwego wielbłąda,
co wcale nie jest pewne - to niestety nie mógł go sobie sfotografować, ani kupić
albumu ze zdjęciami, a w ostateczności "wygooglować" w internecie - niestety, ludziska
ówcześni nie marzyli nawet o takich udogodnieniach i technologiach - mógł widzieć jakieś wzorniki odręcznie stworzone, ale mógł też - i to bardziej prawdopodobne,
oprzeć się na opisie tych stworzeń vel opowieściach podróżników do Ziemi Świętej.
A opis ów, jaki by był?
"Garbate stworzenie większe od konia, o jasnym ubarwieniu, z zakręconą długą szyją
i stosunkowo małą głową, jeżdżą tam na nich - jak u nas na koniach".
Pasuje? Pasuje.
Po piąte - dinozaury tego typu były raczej spore, a na obrazie wydają się pasować
(w stosunku do ludzi) - do wielbłądów.
Po szóste - gdyby istniały ówcześnie, to niestety nie w Europie - dawno byśmy je już
odłowili i albo udomowili, albo zjedli, a nic nam o tym nie wiadomo, chyba, że na wsi
je trzymają (w kompletnej tajemnicy) - a z kolei na Bliskim Wschodzie i w Ziemi Świętej - delikatnie pisząc, nie ten klimat - natomiast dromadery są do tamtego
klimatu dostosowane wprost idealnie.
Tak, myślę, że nic ważnego nie pominąłem, prawdopodobieństwo, "dowodowe" istnienia
dinusiów znacząco zmniejszyłem, choć i tak było wielokroć niższe, niż szansa, że akurat,
tylko ten jeden jedyny autor obrazu namalował prawdziwe "dipodokusy" lub jakichś ich krewnych - ale cóż, widać, w czasach współczesnych i takie rzeczy trzeba będzie,
zapewne coraz częściej - analizować aby się krypto-zoologia w analizę dzieł sztuki nie wdzierała...
Koniec.


















