sobota, 26 stycznia 2019

Gdy odchodzi Przyjaciel...

Czasem, gdy odchodzi z tego świata Artysta, gdy można pisać bardzo wiele 
uwzględniając tylko Jego osobiste zasługi i przewagi..., dla nas...,
kończy się znacznie więcej - bo Przyjaźń. 

Słowo ostatnio mocno nadużywane, traktowane z lekkością, lub odwrotnie, 
z pesymizmem, jakoby tej prawdziwej Przyjaźni, w ogóle nie było. 
Ale jest. 
Czasem mijają lata zanim kogoś poznamy na tyle, by użyć podobnego, 
ważkiego słowa, a czasem... 

Stanisława Pełkę który odszedł od nas ledwie kilka dni temu, 
poznałem pięć lat temu. Na plenerze. 

Stanisław Pełka - plener malarski w Międzychodzie, rok 2017. 

Plenery malarskie - to spotkania integracyjne artystów, często kilkunastu lub i kilkudziesięciu, 
trwające średnio 7-14 dni. W ogóle, to chyba - wśród braci artystycznej - najlepszy sposób,
by kogoś poznać od startu i od startu wiedzieć, czy coś się zazębia, czy chcemy nawiązać 
znajomość. Bywa jednak, iż nawet nie jest tak, że chcemy, po prostu się dzieje - słowo 
do słowa, żart do żartu, sposób podejścia do tego, co się robi, podobieństwo wyborów,
mimo wielu, absolutnie naturalnych różnic...          

Gdy spotykamy się na kolejnych plenerach, zawsze obfitujących w rozliczne sytuacje, 
interakcje, czasem przewidywalne, czasem zaś..., absolutnie niespodziewane, bywa, 
nawet niebezpieczne..., a zawsze zapadające w pamięć na lata - znajomość zazębia się 
w sposób, którego nie da się już nazwać inaczej. 

Myślę, że Staszek chciałby, żebyśmy go zapamiętali, jakim był, 
uśmiechając się w duchu, bo takie właśnie odczucia wzbudzał przez całe życie. 

To zresztą, było cechą najbardziej rozpoznawalną u Staszka - bardzo lubił 
się śmiać, żartować, z pogodą i optymizmem podchodzić do życia... 
Pamiętam wieczory w gronie wielu uczestników plenerów - gdy po prostu, dosłownie
brzuchy nas wszystkich bolały i szczęki, tyle było zabawnych sytuacji i żartów.
Staszek potrafił się szczerze uśmiać z rzeczy niby oczywistych, codziennych... 
Ot ktoś przyniósł wielkiego prawdziwka, a w środku..., konkurencja robaczkowa 
zjadła już niemal wszystko..., żałosna mina zbieracza, parę słów do słów 
i wszyscy prawie leżą ze śmiechu... Niby nic, ale takie sytuacje, dziesiątki ich, 
pamiętam najlepiej... I takim chcę Staszka zapamiętać. 

Pisałem wyżej, że był też zaradny i przedsiębiorczy - w tych cechach miał na de mną 
niewątpliwą przewagę. Niezwykłą umiejętność zjednywania sobie ludzi. Z różnych 
środowisk, bez względu na wiek, bez względu na doświadczenia, perypetia. 
Nie znam osoby, która by Staszka nie lubiła, czasem niektórzy może nie pałali 
wielką sympatią, ale żeby otwarcie nie lubić? Nie pamiętam takiej sytuacji. 

Ta cecha  - umiejętność naturalnej rozmowy z każdym, na każdy temat - powodowała, 
że był też świetnym organizatorem plenerów malarskich. Uczestniczył w kilkuset plenerach
w kraju i za granicą, ale i sam kilkadziesiąt zainicjował, znalazł sponsorów, zapraszał 
rzesze artystów, działał, działał, działał... Dla innych. 
Po prostu to lubił,  czuł się w tym jak ryba w wodzie.
Od lat angażował się jako współorganizator i Komisarz Plenerów - m.in., w Głusku, 
Dobiegniewie, Międzychodzie, Przytocznej, Pszczewie... 
Potrafił tak ustawiać plenery w różnych miejscowościach, często oddalonych od siebie 
o dziesiątki, czasem ponad 100 km, że kilka plenerów wydarzało się dosłownie 
pod rząd - jeden za drugim... 

Zaradność zaś Staszka przeszła do legendy - bowiem organizując jeżdżąc, poznając 
wielu ciekawych ludzi - na każdym plenerze, poza sprawami artystycznymi, znalazł
czas, by zapewnić sobie..., smaczną i bogatą spiżarnię na zimowy czas - jedyną chyba,
a i to nie zawsze - dłuższą przerwę w artystycznych aktywnościach... 

W kwietniu i maju robił syropy z płatków kwiatów ziół, czy dzikiej róży, zbierał 
w podobnym celu świeże pędy sosny..., marynował ryby, często złowione przez 
kolegów - gdy po prostu było ich za dużo - nigdy nie pozwalał, by się coś 
niepotrzebnie zmarnowało... Podczas plenerów letnich robił weki z ogórkami, 
owocami, na jesieni przygotowywał naturalny przecier pomidorowy, zbierał,
marynował i suszył grzyby... Zawsze miał się czym zająć. Nie widziałem, 
by się nudził. A gdy już całkiem nic do roboty nie było, a na zewnątrz zimno 
i plucha - wyciągał z plecaka ulubioną lekturę... 
Przygody Kubusia Puchatka..., racząc nas mądrościami z tej, chyba nam 
wszystkim znanej kiedyś dobrze lektury.

I przy tym wszystkim, był też świetnym pejzażystą, malarzem. 
A choć często mówił o sobie, że "nie umie malować"..., eh, wielu chciałoby
tak "nie umieć", Staszku, wielu...

Że najmniej napisałem o tym, jakim był malarzem? Bowiem pisałem o Nim,
przede wszystkim, jak o Przyjacielu. 

Ale, nie może przecież zabraknąć i takich informacji..., zacznę jednak od galerii,
ułamka ledwie, ale pewnej ilości zdjęć, jakie mi pozostały..., nie tylko mojego 
autorstwa, jako dokumentacja spotkań, przede wszystkich, podczas plenerów. 
A na końcu dodam co nie co linków..., choć, wystarczy wpisać Jego nazwisko i imię,
by znaleźć wiele, znacznie więcej, więcej... 

Nie będę czynił tych zdjęć czarno-białymi, czerń i biel, jak mało co, 
do Staszka Pełki nijak nie pasuje... 

Zdjęć nie publikuję jakoś szczególnie, chronologicznie, mniej więcej..., i nie jest to, oj, 
nie jest to wszystko... 


Letni plener malarski w Grodzisku Wielkopolskim, 2015.

Wycieczka do Rogalina..., 2015

Plener zimowy w Grodzisku Wielkopolskim, 2016
 
Dobiegniew, 2017

Grodzisk Wielkopolski, lato, 2017

Przytoczna, 2017

Przytoczna, 2017

Pszczew, 2017 - uczestnicy plenerów i warsztatów dla seniorów z Polski i z Niemiec. 


Pszczew 2017.

  
Banie, 2017

Międzychód, 2017

Pszczew... Wycieczka po okolicy.

Banie, 2018

Banie, 2018

Przelewice, 2018

Przelewice 2018


Podczas plenerów... 

Banie, 2017 - po pracy...
  
Banie 2017

Pszczew 2017 - zajęcia dla Seniorów. 

Pszczew, 2017

Pszczew, 2018


Banie 2018


W podróży z pleneru na plener - zdjęcie z samochodu Marka Kopczyka, na samochód Staszka... 

Przytoczna 2017...

Grodzisk, 2017

Grodzisk Wielkopolski - Staszek i Ela Iwko..., wielo, wielo letni Przyjaciele... 
 
Wieczorne rozmowy... 

Dobiegniew...

Dobiegniew...

Grodzisk Wielkopolski, 2017... 

Grodzisk Wielkopolski... 

Grodzisk Wielkopolski - Jadwiga Pomianowska, Stasiu i Honorata Łukasik...


Przytoczna 2017

Przelewice, w parku... 2018
W plenerowej pracowni... 


Dodaj napis













Na koniec..., kilka linków, a właściwie nie, nie kilka, jeden... do Google...

O Staszku - Malarzu - dziesiątki rekordów...


Dziękuję za wszystko Staszku, postaram się, choć pewnie w dużo mniejszej skali, 
naśladować Twoje działania dla integracji artystycznej... 


Żegnaj, a może..., może jednak, do zobaczenia. 









Ślady Pamięci...

Znamy wielu mistrzów przeszłości, artystów bez wątpienia wartych uwagi.

Znamy też - każdy / każda - z nas, wielu twórców współczesnych, co do których
nie ma wątpliwości, że są wyjątkowi, oryginalni.

Najsmutniej gdy odchodzi ktoś, kto był oryginalnym, wyjątkowym artystą, 
a zarazem wieloletnim działaczem, organizatorem na niwie kultury i sztuki, 
zawsze pomocnym, życzliwym, nieważne, czy znał kogoś dekady, 
czy przysłowiowe, pięć minut... 

Gdy jeszcze, na dodatek, jest to naturalny rozjemca, człowiek gwarantujący pokój 
między zwaśnionymi stronami dowolnego konfliktu, i jego brak natychmiast odbija 
się na danej sytuacji..., do żalu i smutku dołącza poczucie, że odszedł człowiek 
absolutnie, nie do zastąpienia... 

Tak właśnie myślę i odczuwam odejście z tego świata Artysty... 
Członka kilku Stowarzyszeń artystycznych, działacza, 
który pomagał nie tylko "swoim" ale także naturalnej
 konkurencji: Stanisława Wojcieszaka z Poznania. 


Stanisław Wojcieszak - zdjęcie pochodzi z autorskiej strony internetowej Stanisława: https://stanislawwojcieszak.wordpress.com/test2/

Stanisława znałem niespełna 3 lata. Mało i dużo. Bowiem tego typu ludzi nie da się 
znać na pół gwizdka. Każda rozmowa i sytuacja pokazuje nam ich duszę i wielkie
serce, dominuje w nim bowiem otwartość i poglądów i myśli i zdania na dowolny temat,
a zarazem naturalna chęć by tam - gdzie jest - było okej, dla wszystkich uczestników. 

Stanisław Wojcieszak był - niemal zawsze - za porozumieniem, współpracą, 
wierzył w ludzi i był na nich otwarty. 
Kilka razy pomógł mi, nie musząc i z początku po prostu w ogóle nie znając. 

Stanisław Wojcieszak Był Artystą wyjątkowym także dlatego, że trudno 
zakwalifikować Jego Twórczość do typowych, tradycyjnych gatunków 
i mediów - tematycznie dzieła są ( zawsze ), wielowątkowe, metaforyczne. 
Technicznie złożone z wielu elementów, wykorzystujące
różnorodne media w jednym - malarstwo, rysunek, kolaż, rzeźba, obiekty gotowe,
fragmenty natury zespolonej z wytworami człowieka, zespolone w jedno z fotografią, 
i powyższymi elementami..., gdy i rama nie jest tylko wykończeniem pracy, 
lecz integralną cząstką dzieła... 
Miałem też szczęście kilkukrotnie gościć u Niego w domu. Godziny spędzone przy 
ciekawych rozmowach to jedno, ale sam dom... Proszę Państwa, niemal każdy mebel 
był wyjątkowy, oryginalny - jedyny - bo wykonany własnoręcznie przez Staszka!
Wykończenia ścian, regały w pokojach..., mnóstwo mniejszych i większych rzeźb,
dzieł własnych autora, ale i spora kolekcja malarstwa i innych form artystycznych 
znajomych, lub znanych poznańskich twórców. 
Dom prawdziwego miłośnika sztuki... 

Mógłbym pisać więcej, ale myślę, że zawarłem w powyższych zdaniach wszystko,
co najważniejsze. 

Ach, może jeszcze jedno - mam nadzieję, że gdy opadnie kurz pierwszych, naturalnie 
większych emocji po Jego odejściu, efektem będzie jednak uznanie, że Jego sposób 
na współpracę z innymi twórcami był / jest najlepszy - spokojnie, konsyliacyjnie, 
bez wytykania sobie oczywistych różnic, które nie są złem, ale tym, co nas czyni 
indywidualnościami. 

Poniżej jeszcze link do Jego strony autorskiej - z odpowiednio rozbudowaną
biografią, której nie ma sensu tu kopiować, oraz wyborem dzieł i innych, 
ciekawych informacji: 


Pokój Jego pamięci.