czwartek, 25 czerwca 2015

Caspar David Friedrich

Dziś nie będę za dużo pisał, przedstawię Państwu po prostu wybór prac jednego z moich ulubionych pejzażystów - Caspara Davida Friedricha.
Jedno mogę tylko dodać  - względem poprzedniego postu - jest to przykład artysty, który większość swoich prac malował w pracowni, na podstawie szkiców z natury.
Nigdy - w każdym razie - nie natrafiłem na sugestie, jakoby miał malować na podstawie optyki, zresztą, byłoby to szalenie trudne - choćby ze względu na miejsca, które malował, tematy pół-realne, czas przed-świtu i zmierzchu, rozmiar płócien i skomplikowanie, jakość obrazów..., ale nie nie, już nic nie piszę...
































 P.S.

Następne publikacje, traktujące o ciekawych inicjatywach artystycznych, planuję 
na połowę lipca, wkrótce potem opublikuję "Uzupełnienia XI i XII"..., i nie tylko. 







poniedziałek, 22 czerwca 2015

Uzupełnienia X...

Dziś wrócę do cyklu tekstów traktujących o teorii - jakoby dawna optyka walnie przyczyniła się do rozwoju realistycznego malarstwa - od okresu późnego średniowiecza do wynalezienia fotografii - teorii autorstwa znanego malarza - Davida Hockney'a, którą opisałem wcześniej w cyklu, do którego link znajdziecie Państwo pod poniższym tekstem.
Te - X ( dziesiąte ) uzupełnienia cyklu głównego - nie będą traktować ( jak poprzednie "uzupełnienia" ), o malarstwie danego regionu i omawianego okresu, są raczej zbiorem znalezionych w międzyczasie dowodów w postaci reprodukcji prac - przede wszystkim szkiców i studiów przygotowawczych, wprawek i "podkładek" pomagających malować bez pomocy przyrządów optycznych. 
Poza tym artykułem - w przyszłości zamieszczę jeszcze dwa - jeden o sztuce Dalekiego Wschodu, bowiem wbrew pozorom jest o czym pisać..., drugi zaś, o portretach władców i arystokracji brytyjskiej z okresu między XV a XIX wiekiem, oczywiście z odpowiednimi komentarzami względem książki Davida Hockney'a.
Być może powstanie też opis moich prywatnych doświadczeń z prostą optyką, ale to jeszcze nie teraz, wolę sprawę dobrze zbadać, niż się pospieszyć z wnioskami, zatem ten tekst - miarą podsumowania cyklu, napiszę po, co najmniej, roku doświadczeń - najprędzej wiosną 2016. Możliwe, że połączę go z prezentacją autorskich filmików pokazujących, że przy odpowiedniej wprawie nie tylko optyka, ale i jakikolwiek wzór nie jest potrzebny by stworzyć iluzję dowolnej rzeczy, zwierzęcia, czy postaci. Ale to jeszcze pieśń przyszłości.

Najpierw o tym, jak powszechne w dawnych czasach były nie tylko starożytne rzeźby i ich kopie, ale i wszelkiego typu figurki miniaturowe, powszechnie dostępne i zadziwiająco wysokiej jakości..., a także bardzo przydatne dla artystów, tak początkujących jak i zaawansowanych. Zarazem świetne zastępstwo za postaci pozujące z natury i konieczność używania przyrządów optycznych...











A poniżej jeszcze dwa - z wielu dostępnych w sieci - zresztą też i na tym blogu - obrazy przedstawiające typowe wyposażenie malarskiej pracowni... 
Wpadłem na myśl wyjaśniającą jedną z ważniejszych wątpliwości Davida Hockney'a - maski - odlewy twarzy i lub popiersia znanych postaci mogły być świetnymi zastępstwami za konieczność wielokrotnych spotkań z modelem - zwłaszcza, jeśli była to osoba z wyższych sfer - a także konieczności szybkiego malowania portretu, a zatem i jedynego ważkiego powodu dla stosowania optyki... Zwłaszcza, że maskę o twarzy postaci głównej, mogła nosić dublerka..., albo nawet kukła - co z kolei wyjaśniałoby dokładność wykonania szat, zbroi i innych elementów kompozycji, znów, bez konieczności uciekania się do optyki... Widzimy też, jak przestronne, wysokie i przestrzenne były pracownie co szacowniejszych artystów - nie to co dziś, oj nie - a zatem, nie można i tego udowodnić, że dawni mistrzowie musieli pracować nad jednym tylko obrazem na raz, jak wielu z nas musi zazwyczaj czynić..., odwrotnie, mogli ich mieć na różnym poziomie wykończenia w jednej pracowni kilka, kilkanaście, albo i kilkadziesiąt..., dodając do tego fakt, że dawniej praktykanci i adepci pracowali nad wczesnymi etapami prac..., a szef zajmował się głównie wykończeniami i składaniem podpisu... ;) cóż, nic już nie jest takie pewne jak się wydaje, gdy czytamy "Wiedzę Tajemną"...




Albo szkice, które wskazują na nagminne wręcz używanie przez dawnych artystów, także dziewiętnastowiecznych, metod dobrze wypróbowanych acz, nie mających związku z optyką. 
1. Kratki, co nie co wyśmiewane przez autora "Wiedzy Tajemnej":

 

 








 



 



 











 

Ostatni szkic - powyżej - pokazuje, czemu konie w biegu prawie do XX wieku malowano dziwnie rozciągnięte, otóż najwyraźniej szkicowano z natury, podczas wyścigów lub polowań, a potem przenoszono wizję..., z pomocą kratek - tu nie dało się inaczej - kratki służyły bowiem jedynie podzieleniu kompozycji, a nie oddaniu szczegółów. Z drugiej strony to znamienne jak szczegółowe ostatecznie były obrazy tego typu, jak piękną, choć nie do końca prawdziwą iluzję tworzyły..., warto poszukać, wiele mówią o warsztacie mistrzów przeszłości, jeszcze więcej o próbach ich umniejszania przez współczesnych...

 2. Kilka przykładów na to, jak skrupulatnie podchodziło się - w klasycznych formach wykształcenia, do studiowania najmniejszych choćby elementów przedstawienia. Kilka przykładów, bowiem nie sposób byłoby zamieścić wszystkich (są ich w sieci setki). Gdy rysownik w fazie nauki wyrysował dziesiątki czy setki - tak precyzyjnych szkiców, nie dziwota, że potem z pamięci / z natury / albo w dowolny inny sposób był w stanie rysować i malować na poziomie większości z nas (bez sztuczek technicznych) niedostępnym.







 



A teraz podmalówki, szkice, niedokończone prace..., ujawniające jednak wiele sekretów warsztatu dawnych Mistrzów. Najpierw kilka szkiców jasno wskazujących, że obrazy - portrety zwłaszcza, malowano wieloetapowo, najpierw opracowując portrety malowane oczywiście z natury. Dawna optyka to nie fotografia, tak czy siak malowano z żywego modela, co oczywiście wymagało ogromnej sprawności, a przy takiej sprawności, nie bardzo widzę sens dla utrudniania sobie życia stosowaniem dodatkowych przyrządów... 


 



      
W tym wspaniałym szkicu widać też poprawki, coś, co teoretycznie nie powinno występować przy użyciu optyki...

W przypadku kolejnych - poniższych szkiców - widzimy wyraźnie, że studia wstępne nie mogły być tworzone z natury, to raczej efekt wielu wcześniejszych studiów łączonych w fantazyjne kompozycje, malowanych kilkoma metodami.
Pierwszy - pokazuje pięknie - wieloetapowy proces pracy, przypominający nieco metodologię stosowaną przy freskach - wyznaczania, co jest do zrobienia w danym podejściu. Wyjaśnia to też jednak rzecz o wiele ważniejszą, na którą tak często zwraca uwagę David Hockney - dlaczego -  zwłaszcza u mniej sprawnych malarzy ( choć nie tylko ), w ostatecznym rozrachunku wiele prac sprawia wrażenie, jak by to były fotomontaże złożone z wielu odrębnych cząstek - tak po prostu było, to były odrębnie malowane cząstki całej kompozycji, a wiele podejść to czasem też i drobne niedoskonałości połączeń między fragmentami, co z kolei mogło wynikać nawet z tak prostej sprawy jak brak dostarczanych, porównywalnej jakości farb, albo drobnych nieścisłości w ich przygotowaniu ( w proporcjach pigmentów ), co z kolei wynikało z konieczności mieszania ich od nowa - za każdym podejściem.
Idealna powtarzalność tej czynności nie była możliwa, a choćby "ciut" zbyt duża różnica, mogła owocować efektami niedopasowania poszczególnych fragmentów. I już, i nie trzeba mieszać w to problematyki dawnej optyki...



Kolejne ( poniższe ) szkice pokazują inną metodę - najpierw na całość kładło się tzw., imprimiturę, czyli barwną podmalówkę, potem od razu na powierzchni rozrysowywało się dokładny szkic całej kompozycji -  oczywiście stworzony przez połączenie wielu odrębnych studiów, szkiców - następnie kładziono półtony i niektóre cienie, oraz biele. Taki sposób malowania odpowiadał wielowarstwowej strukturze przejrzystych  laserunków, gdzie intensywne barwy cienia i półtonów równoważyła i wzbogacała zarazem barwna podmalówka, a te same barwy kładzione na biele - nabierały zupełnie innego wyrazu, tworząc niezwykłą świetlistość tonacji "w świetle". W tym przypadku także - optyka była by tylko utrudnieniem - raz, że kompozycja fantazyjna, dwa, przez niewielkie i słabej jakości soczewki trudno było by właściwie oceniać subletalną grę barw i światłocienia...


 




Jeszcze taka niespodzianka..., świetny przykład - że nawet wynalazek fotografii - nie zakończył wykorzystywania dawnych metod kopiowania, oraz, że to kopiowanie bynajmniej nie zawsze było i nie koniecznie służyło wyłącznie iluzji...


A teraz nieco o dawnych "katalogach" i studiach robionych podobnie jak szkice - studia anatomiczne powstające, by sprostać wymogom malowania obrazów jakże realistycznych...
Z ich pomocą - malowanie nie stanowiło specjalnej trudności, a zarazem łatwiej przyjąć wielką sprawność dawnych malarz, gdy sobie uświadomimy, że musieli znać te wszystkie metody, sposoby, rysować dziesiątki studiów, a także obrazy poglądowe, pomagające potem swobodnie konstruować niemal dowolne kompozycje (niemal - w granicach zamówienia, tematu, albo symboliki... ), a studia te, wyglądały tak... 


 

 












Prace tego typu - pozwalają zrozumieć również doskonałość dawnych ilustracji przyrodniczych, podobnych choćby powyższej stronicy - a także choćby katalogów dla hodowców, czy kupców..., teraz czynią to zaawansowane techniki fotograficzne i komputerowe..., dawniej - na pewno oryginały, tworzyli odręcznie świetnie wykształceni ilustratorzy. Biorąc pod uwagę ich doskonałość, nie wierzę, że lepsi artyści - Ci, którzy utrzymywali się nie z ilustracji, a własnych prac, musieli wspomagać się przyrządami..., to nie te czasy, nie te czasy..., co dziś... 
        
P.S.
Cały cykl w kolejności do czytania najlepszej:
http://pawtadgal.blogspot.com/p/o-wiedzy-tajemnej-polemika-z-teoria.html

Poza cyklem, nawiązuję do tematu także w poście o twórczości Antona Van Dycka:
http://pawtadgal.blogspot.com/2015/01/anton-van-dyck_11.html