poniedziałek, 13 listopada 2017

Geniusze III - Leonardo da Vinci

 
Leonardo da Vinci, autoportret.


 Leonardo da Vinci - czy - jak chcą źródła historyczne - Leonardo di ser Piero da Vinci,
urodził się 15 kwietnia 1452 roku w miejscowości Anchiano.


Powiedzieć, że był człowiekiem wielu zdolności i zainteresowań - banał..., choć jednocześnie,
szczera prawda. W obszarze kultury i ( ówczesnej ) nauki - właściwie trudno byłoby wskazać
dziedzinę, którą się nie parał - w której nie zostawił śladu - co najmniej istotnego,
jeśli nie ( częściej znacznie ) zarezerwowanego dla najwybitniejszych jednostek w historii
Homo Sapiens...

Malarz, rysownik, architekt, projektant i designer, rzeźbiarz, muzyk, pisarz, filozof, odkrywca,
matematyk, mechanik, biolog, antropolog, wynalazca... i itp., itd., itp., itd..., z pewnością nie
było i nie ma wielu ludzi, których zakres zainteresowań można by porównywać...

Anchino - gdzie przyszedł na świat - leży niedaleko miasta Vinci. Leonardo wychował się
pod okiem ojca, prawnika - którego był nieślubnym dzieckiem. Samo to już czyni jego życie
 wyjątkowym - ówcześnie społeczeństwo nie było tak otwarte jak dziś, a większość dzieci
z "nieprawego" łoża - bękartów - jak je potocznie zwano, nie miała w życiu zbyt wiele szczęścia.
Leonardo miał - ojciec żywił doń sentyment na tyle głęboki, że zajął się nim, wychował,
przyczynił do zdobycia podstaw edukacji i w końcu, docenił talent dzięki któremu ostatecznie
przeszedł do historii...
Stąd jednak - wyrażenie da Vinci - nie oznacza nazwiska, tylko określenie miejsca, w pobliżu
którego przyszedł na świat. Zresztą, ówcześnie i wcześniej była to praktyka częsta, nawet
o podstawowej dla Chrześcijaństwa postaci mówimy często - Jezus z Nazaretu... 
Także niektórzy artyści przeszli do historii znani pod pseudonimem - wprost odniesionym
do miejsca pochodzenia - jak choćby Caravaggio ( Michelangelo de Merisi )...

Kolejnym popularnym hasłem, które kieruje się pod adresem Leonarda, to "człowiek renesansu",
co mniej więcej oznacza człowieka wszechstronnych predyspozycji i talentów, które nie tylko,
posiada, ale i rozwija / wykorzystuje z pożytkiem dla siebie / kultury / świata wokół.
Chociaż wiele projektów Leonarda - jak projekty śmigłowca, machin bojowych w tym czołgu...,
czy idea podwójnych burt statków - wyprzedzały jego czasy - nie zostały wprowadzone w życie,
za to drobne usprawnienia, jak maszyna do sprawdzania wytrzymałości drutu, jakoś uszła
uwagi świata...

W wieku 14 lat, Leonardo wraz z owdowiałym przedwcześnie ojcem udaje się do Florencji,
gdzie otrzymał formalne wykształcenie z zakresu łaciny, podstaw matematyki i geometrii.

Ogólnie, młodzieńczy / dziecinny okres życia Mistrza jest znany raczej z anegdot i legend,
tworzonych przez ówczesnych biografów - którzy jednakże, nie kierowali się tak ścisłymi
zasadami, jak obecnie... Poza tym mówimy o czasach, gdy większość potencjalnych danych
historycznych przepadała bez wieści. Ciemno wszędzie, cicho wszędzie - świetna pożywka
dla najodważniejszych choćby bajkopisarzy...
Jednym z nich był "ojciec" ( czy raczej pra - pra dziadek ) historii sztuki - Giorgio Vasari,
który podaje sporo, inaczej nie potwierdzonych legend "z życia" Leonarda, m.in, o okrągłej,
drewnianej tarczy, na której Leonardo miał namalować maszkarę nieporównanej potworności...
Zresztą, kto wie, dziś zapewne żaden malowany w okresie renesansu potwór nie wywołałby
strachu u odbiorców - ale wówczas...

Wiadomo jednak jak Mistrz rozpoczął swoją edukację artystyczną - nie mogąc studiować
na Uniwersytecie ( jedna z wad bycia nieślubnym dzieckiem prawnika i chłopki ), dzięki
wstawiennictwu ojca - trafił jako czeladnik / uczeń do pracowni znanego i, co chyba istotne, wszechstronnego jak na ówczesne czasy artysty - Andrea del Verrocchia.
W pracowni Andrei - Leonardo przeszedł standardową ówcześnie drogę - uczył się zasad
perspektywy, rysunku realistycznego na podstawie prac Mistrza i modeli - rzeźb, przedmiotów,
żywych osób - podstaw wszelkich, stosowanych ówcześnie technik szkicu, potem
przygotowywania farb, mediów, budowania kompozycji, praktycznego zastosowania perspektywy,
malowania wielu tematyk ( malarze zazwyczaj musieli tworzyć wizje religijne i mitologiczne,
a zatem wymagające biegłości w niemal wszystkich standardowych "tematach", dziś wydzielonych,
dawniej, stanowiących uzupełnienia najważniejszych motywów ). Leonardo uczył się też technik odlewniczych ( brąz ) i rzeźbiarskich ( glina, marmur ). Tu ciekawostka - powszechnie uważa się,
że "Dawid" Verrocchia, to wprost przedstawienie postaci młodego Leonarda.
Do równie standardowych, a często budzących dziś zdziwienie zasad należała praca nad wczesnymi
etapami pracy w obrazach Mistrza - jak - przygotowywanie, gruntowanie podłoży, podmalówki,
w końcu, także malowanie motywów, w których uczeń był szczególnie biegły.
Tak, że ostatecznie, wiele dzieł dawnych malarzy - to w gruncie rzeczy prace zbiorowe,
które Mistrz jedynie wykańczał, lub, wręcz, akceptował okraszając jedynie swoim podpisem ( ! ).

W roku 1472 ( mając 20 lat ), prawdopodobnie po ledwie 3 latach nauki u Verrocchia,
Leonardo zostaje członkiem florenckiego bractwa malarzy ( Bractwo św. Łukasza ), działającego
jako swego rodzaju alternatywa do florenckiego cechu malarzy - dzięki czemu uzyskuje status
niezależnego artysty-malarza ( można to porównać do współczesnych stowarzyszeń twórczych ).
Powszechnie uznaje się, że Verrocchio w późniejszym okresie swojej twórczości skoncentrował
się na rzeźbie właśnie ze względu na ucznia - w ten sposób okazując mu najwyższy,
możliwy szacunek ( w stosunku Mistrz - Uczeń )...

W tym okresie przyjmuje liczne zlecenia i z czasem, staje się twórcą znanym wśród
ówczesnego establishmentu - głównie duchowieństwa i arystokracji.
Niestety, zdobywa sobie też opinię artysty, który nie kończy wielu spośród
zamówionych prac... W międzyczasie zaczyna też tworzyć rysunki techniczne,
projektuje najróżniejsze mechanizmy, studia przyrody...
Ciekawostka, a może kolejna legenda - ponoć był wegetarianinem, albo kupował ptaki
w klatkach, tylko po to, by je wypuścić na wolność...

W roku 1482 wyjeżdża do Mediolanu. Wkrótce rozpoczął pracę na dworze Ludwika Sforzy,
który - jak wielu ówczesnych możnych  - zapraszał znanych twórców by budować aktualny
prestiż, ozdabiać wnętrza najlepszymi pracami, jak i poprzez mecenat rozsławiać dynastię - także,
z perspektywy dbania o pamięć potomnych / przyszłość...
Na dworze Sforzy Leonardo prezentuje się jako muzyk, projektant instrumentów, machin
wojennych, budował mosty i fortyfikacje, zasłynął jako poeta, organizator przyjęć, scenograf...
Zyskuje tym wielką przychylność władcy, a zatem bezpieczeństwo ekonomiczne, możliwości
by rozwijać swoje talenty. Uzyskuje też tytuły nadwornego inżyniera ( ! ) i malarza.
Od 1490 Leonardo ma w Mediolanie dawną rezydencję Ludwika Sforzy, gdzie będzie miał swoją
pracownię i miejsce konstruowania wynalazków, przyjmuje uczniów i czeladników.
W tym okresie Leonardo powoli traci popularność, jednak nie oznacza to żadnego skandalu,
ani gwałtownego upadku, ot..., życie - nadal maluje, tworzy np., dekoracje i elementy
scenograficzne na różne dworskie uroczystości..., w tym smutne, jak np., śmierć żony jego
Mecenasa. W 1497 roku możnowładca daruje artyście ziemię z winnicą...
W ramach swych zainteresowań wciąż pogłębiał wiedzę - m.in. projektował ogrodowe
altany, poznawał tajniki budowy murów i kanałów nawadniających, wciąż fascynują go maszyny
wojenne..., nadal studiuje geometrię, matematykę, także w sensie proporcji wykorzystywanych
w sztuce.

Spokojne życie w Mediolanie przerywa najazd wojsk francuskich w roku 1499, lecz mimo
przegranej mecenasów, Leonardo nawiązuje kontakty z najeźdźcami  i wkrótce wyjeżdża
do Mantui  - na dwór szwagierki swojego dotychczasowego Mecenasa - krążą tu kolejne,
oczywiście, jak zawsze wżyciu Leonarda - niepotwierdzone plotki o romansie artysty
z  księżną..., wiadomo tylko, że ona sama podkochiwała się w artyście...
Zleciła też wykonanie swojego portretu, jednak z niewiadomych przyczyn Leonardo
wykonuje jedynie szkic i wyjeżdża do Wenecji.
Spotyka się tu z mistrzami malarstwa, zabezpiecza granice Republiki Weneckiej wobec
zagrożenia tureckiego, interesuje się wynalazkiem druku, lecz, jak zawsze, pozostaje
wierny myśli, że królową sztuk jest malarstwo, co wyrażał, pisząc:
"Obraz nie płodzi niezliczonego potomstwa jak drukowana książka. 
Tylko on jest niepowtarzalny i nie rodzi dzieci kropla w kroplę podobnych
do siebie. Dzięki tej wyjątkowości jest doskonalszy od powielanych wszędzie"

W roku 1500 ponownie przyjeżdża do Florencji, jednak nie spotyka się tu z dobrym przyjęciem,
mody, układy polityczne to rzecz względna..., jednak jak zwykle nie oznacza to biedy,
a jedynie mniejsze poważanie niż dawniej. Przy okazji wciąż sporo podróżuje i wciąż zwiększa
swoje możliwości i doświadczenie w budownictwie i czymś, co nazwalibyśmy dziś
projektowaniem przestrzeni... Sporo podróżuje, pracując dla kolejnych możnych...
Wyjechał z Florencji w 1503 - i udał się do Vinci z powodu śmierci ojca.
Później znów podróżuje, trafia ponownie do Florencji, by wkrótce  powrócić do Mediolanu.
W kolejnych latach jest ciągle rozchwytywany, tworzy, projektuje i buduje dla wielu możnych
regionu.

Choć stałą rezydencję ma w Mediolanie, nie jest mu dane dożyć tam swoich dni - po raz kolejny
musi niechętnie wyjechać z Mediolanu, tym razem, uciekając przed Sforzami, którzy w 1512 roku
odzyskali władzę nad miastem.... Wróci tam wprawdzie, lecz na krótko, by odbyć kolejną podróż,
tym razem, do Rzymu, na zaproszenie rządzących w mieście Medyceuszy. Dociera tam jesienią,
otrzymując pomieszczenie w Pałacu Belwederskim w Watykanie, mając też zapewnioną stałą pensję.
W czasie pobytu w Rzymie coraz rzadziej maluje..., poświęca się przede wszystkim studiom i nauce,
a także wielu eksperymentom, w tym i takim, które niejednego dziś przeraziłyby solidnie - albo
zniesmaczyły do imentu - żeby wspomnieć choć jaszczurkę, której - na żywca - przyszywał skrzydła,
rogi,by straszyć swoich gości...

W roku 1515 wyjeżdża ponownie do Florencji, potem także Bolonii, tym razem towarzysząc świcie ówczesnego papieża... I to w Bolonii odnalazł swojego nowego i zarazem ostatniego wielkiego
mecenasa - króla Francji. Król - w roku 1516 - oddaje artyście swoją rezydencję w zamku
Amboise, przeznaczając dla niego sporą sumę pieniędzy, dając służbę i niemal pełną
swobodę pracy..., rezerwując sobie jedynie pełną dyspozycyjność Leonarda - gdyby chciał z nim...
porozmawiać. Sam Mistrz nosi podówczas oficjalne tytuły malarza, architekta i inżyniera dworu,
lecz nie musiał wykonywać niemal żadnych wielu obowiązków...
Niestety, podupada wówczas na zdrowiu ( udar, paraliż prawej ręki ).

Wiosną 1518 roku ciężko zachorował, jednak, jak zwykle wyjątkowy, nadal pracował nad licznymi
szkicami i projektami... Niestety, niedługo. Umiera 2 maja 1519, w zamku Cloux.
Z powodu licznych, burzliwych zajść historycznych do dziś nie wiemy nawet, gdzie spoczywają
szczątki Mistrza, albo czy te - do których czasem "pielgrzymują" turyści, to realnie szczątki Mistrza,
czy tylko symbol..., rodzaj pomnika ku pamięci.

Zostawił po sobie spuściznę niewielu... obrazów, z których każdy jest jednak dziełem wyjątkowej
biegłości, tysiące szkiców i ponad 7000 stron zapisków ( przy czym zakłada się, że nawet 80%
jego notatek mogło ulec zniszczeniu... ), wiele dzieł literackich i wiele śladów swoich umiejętności architekta... Przypisuje mu się dziesiątki wynalazków i odkryć, ponawianych nierzadko dopiero
w okresie tzw. oświecenia..., miał wynaleźć spektrograf, camerę obscurę, pozostawił sławny
Traktat o Malarstwie, walnie przyczynił się do zmiany postrzegania roli światłocienia w malarstwie...,
skonstruował też, maszynę ułatwiającą ucieranie farb i wiele, wiele, wiele innych urządzeń.
Niektóre wynalazki znalazły swoje ponowne istnienie dopiero w XX wieku
( śmigłowiec, spadochron, czołg )...

Poza tym był oczywiście natchnieniem dla licznych twórców, tak swoich czasów, jak i - szczególnie,
malarzy XIX wieku, gdy kumulowały się liczne trendy, mody, zjawiska - nadające nowe brzmienie
sztuce i nauce...
Korzystamy z jego odkryć do dziś, do dziś podziwiamy biegłość w sztuce i niezwykle otwarty,
genialny umysł wynalazcy... A choć jeden z obrazów - sławna Mona Liza - dla niektórych stała się synonimem kiczu..., broniłbym kunsztu malarza stwierdzeniem, że nie może być obwiniany za banalizm
i powierzchowność postrzegania sztuki obecnie...
Nie może być oceniany artysta renesansu, za współczesną stricte skłonność artystów do czynienia
z wielkich małych pozorami - prześmiewczymi kopiami... Tak tak - bowiem tysiące karykatur
co najwyżej obśmiewają romantyczną interpretację  / XIX wieczny mit Leonarda, a nie jego samego
 i z pewnością, nie jego niepodważalne osiągnięcia i twórczość... Śmieją się współcześni
z temperamentu swoich pradziadków - a Leonardo będzie podziwiany na długo po tym, gdy
większość z prześmiewców rozsypie się w proch i pozostanie potomnym tylko proste porównanie
- twórca, odtwórca, albo prześmiewca... Pytanie jednak nie, czy udatnie taki żartował, ale czy miał
ku temu podstawy - czy sam z siebie stworzył, odkrył i zaprojektował więcej, niż Leonardo?
Obawiam się, że lepiej zostaną zapamiętani liczni twórcy czerpiący ze spuścizny artysty.
Geniusza...  

Poniżej, drobny wycinek Jego twórczości, oraz, link do szerszej informacji tak o życiu, jak
i spuściźnie:



































 https://pl.wikipedia.org/wiki/Leonardo_da_Vinci




poniedziałek, 27 lutego 2017

Geniusze II - Rembrandt van Rijn



Rembrandt H. van Rijn urodził się w Leidzie, w roku 1606. Naukę malarstwa rozpoczął w wieku 15 lat
( 1621 ), w pracowni miejscowego artysty - Jacoba van Swanenburgha, nauka trwała 3 lata.
W roku 1624 zaczyna naukę w Amsterdamie pod okiem bardziej znanego malarza - Pietera Lastmana.
Po jakimś czasie wrócił do rodzinnego miasta, by wkrótce otworzyć pracownię malarską wraz z innym
uczniem Lastmana - Janem Lievensenem.

Większość biografii rok 1628 określa - momentem przełomowym w życiu Rembrandta, bowiem
wówczas pracownię artystów po raz pierwszy odwiedził dyplomata i podróżnik - postać bardzo wpływowa
w ówczesnej Holandii - Constantin Huygens. Huygens zamawia u obu artystów portrety - musiał być
zadowolony z efektu, gdyż przez kilka kolejnych lat pomaga artystom w zdobywaniu zamówień, można
nawet powiedzieć, że był dla ich marchandem, agentem.

W roku 1631 Rembrandt przenosi się do Amsterdamu, gdzie dzięki marchandowi Hendrickowi van Uylenburghowi
- zakłada pracownię i ma zapewnione liczne, intratne zamówienia. Dwa lata później zaręczył się i ożenił
z siostrzenicą marchanda - znaną z wielu obrazów - Saskią. W roku 1635 otwiera nową, znacznie większą
pracownię, gdzie przyjmuje pierwszych uczniów.
W życiu artystycznym osiąga sukcesy, ma dużo zamówień, wielu uczniów, jednak życie rodzinne nie jest
szczęśliwe, bowiem umiera przedwcześnie kolejnych troje dzieci artysty, dopiero w roku 1641 rodzi się
Tytus - syn, któremu udaje się przeżyć wczesne dzieciństwo..., niestety ledwie rok później umiera jego
ukochana żona, Saskia, na dodatek tak określając swój testament i przekazanie posagu, że i w kolejnych
latach artysta ma ogromne problemy w życiu osobistym... Doświadczany w życiu codziennym nie załamuje
się, lecz jakby tym bardziej, tym mocniej zagłębia w świat sztuki, tworzy liczne grafiki, maluje, maluje, maluje...

Jednak nie ma smykałki do biznesu, nie wszystkie zamówienia spotykają się z uznaniem... Nie mając ręki
do pieniędzy, ani pokory wobec krytyków, stopniowo popada w długi, żyje coraz skromniej, w końcu
wręcz bankrutuje - a jego zbiory i prace zostają sprzedane na aukcji. A jednak nadal, choć żyje w bardzo
skromnie, wciąż tworzy - do końca pozostając wiernym swojemu największemu talentowi...
Umiera w biedzie, otoczony opieką jedynie piątego, nieślubnego dziecka - 15 letniej córki - jest rok 1669,
Rembrandt ma 63 lata...

Rembrandt namalował około 300 obrazów, stworzył też kilkaset grafik, dobrze ponad tysiąc rysunków...

Tutaj - poza pierwszym dziełem..., skupię się na jego obrazach, jednak warto poszukać także świetnych,
ujmujących grafik i szkiców artysty. Czasem - ze względu na silne kontrasty światła i cienia - porównuje
się Rembrandta do Caravaggia, jednak jego styl jest zupełnie inny... Zresztą, co jeszcze nie raz pokażę,
nie tylko Caravaggio i nie on pierwszy nawet, wykorzystywał niezwykłe efekty silnych zestawień światłocienia...

Nazywa się czasem Rembrandta malarzem duszy - odróżniając go od Rubensa - określanego z kolei
jako mistrza w malowaniu ludzkiego ciała. Ale to oczywiście uproszczenie - obrazy Rubensa są bardziej
dynamiczne, skomplikowane, pełne postaci o aż czasem nieprawdziwych - rozpasanych i tęgich ciałach,
ale jednocześnie najczęściej alegoryczne, pełne metafor, odniesień do mitologii, religii... Rembrandt choć
jego malarstwo jest także niezwykle swobodne - to jednak zupełnie inne - nawet te same tematy od razu
sugerują nam innego malarza, o innej duchowości, wrażliwości, intelekcie akcentującym odmienne treści
i wartości. Mniej tu widowiskowości, więcej utajonego spokoju i skupienia, a światło w mniejszym stopniu
klasycznie czy werystycznie określa bryły i kształty - w większym emocje, czy nastrój wynikający z tematu,
czy też autorskiego ujęcia motywu. To po prostu i aż - indywidualiści, nie naśladowali nikogo tak, by można
ich określić uczniami swoich mistrzów, przerastali ich szybko, tworząc własny, wyrazisty styl i porównywanie
ich - by jednego skrytykować, a drugiego wynieść, jest, moim zdaniem oczywiście - pozbawione sensu...

Wyjątkowych wątków w malarstwie Rembrandta nie brakuje, ale szczególna jest liczba Autoportretów...
Bynajmniej, nie da się powiedzieć, że ich ilość jest miarą jakiegoś szczególnego zadufania, raczej można
je nazwać studiami stanów ducha, możliwości ludzkiej mimiki, oraz przemijającego czasu... 
Poza tym, cóż, autoportrety to dobre ćwiczenie - nie tylko w okresie uczniowskim, ale zawsze - bowiem
można poświęcić im dowolną ilość czasu, pozostawić w dowolnym momencie wykonania, ba więcej, niż
w przypadku obrazów na zamówienia - eksperymentować... Poza tym, jak kiedyś już pisałem, autoportret
jest najtrudniejszą z form portretu - gdy nie mamy fotografii, nie ma rzutników, komputerów, camery obscury
nie można zastosować - jest tylko lustro i artysta, praca na żywo, na dodatek, z bardzo ruchliwym modelem ;)

Czas jednak..., przejść do prac. To, co mnie najbardziej zadziwiło, wręcz sprawia - nadal - że nie do końca
wierzę przekazom, to fakt, że pierwsze dzieła uznawane za obrazy Rembrandta, są, w skali jego największych osiągnięć, po prostu..., słabe:





A choć widać postępy, to jednak i one...
jakże różnią się od największych arcydzieł, jakie pozostawił po sobie
Rembrandt van Rijn...
Jakże niewiele w nich tych wspaniałych światłocieni, subtelnych przejść 
tonalnych i zewstawień barw..., kompozycje stają się odważniejsze, ale...







Tak..., nie każdy mistrz wielkiej miary jest nim od pierwszego obrazu, warto o tym pamiętać, 
gdy przychodzą na nas te gorsze dni, gdy oglądamy dzieła bardziej doświadczonych, 
albo nawet i bardziej zdolnych...
Nic nie jest ostatecznie przesądzone, a biegłość techniczna - szczególnie w naszych czasach
gdy może być wynikiem różnorakich sztuczek..., nie jest najistotniejsza. 

Można powiedzieć, że żyjemy w czasach, w których swoboda techniczna jest tylko
wyjściem do sztuki - czasem nawet jest niekonieczna, skoro można ją zastąpić z powodzeniem
protezami techniki..., najistotniejsza jest własna wizja, szczerość wobec siebie i swoich 
idei, koncepcji, tematów i istotnych wartości / treści lub emocji...

Czas przejść do autoportretów Mistrza, bo jednak był Mistrzem, przez duże M...,
jeśli nie za całokształt bez wyjątków, to w ogromniej większości dzieł, a w autoportretach
z pewnością wszystkich..., nawet tych pierwszych, choć oczywiście są one dużo prostsze...
Wybór autoportretów Rembrandta pokazuję w miarę chronologicznie: 


































Autoportretów Rembrandt pozostawił po sobie znacznie więcej - bo blisko 100... 
Dalszy pokaz portretów Mistrza zacznę też od jednego z nich - z wczesnych lat...




Proszę zwrócić uwagę na sposób namalowania włosów - "kędziorki" tak wyraźnie widoczne, nie są malowane właściwie, ale raczej wydrapane - prawdopodobnie drugim końcem pędzla... 
Co przy okazji pokazuje koloryt imprimitury ( podmalówki ).
Część autoportretów - to również nawiązanie do sceny rodzajowej, ale przez pryzmat 
życia rodzinnego artysty...




Choć zazwyczaj mówi się o Rembrandcie, że malował niezwykle lekko i swobodnie, zwłaszcza patrząc 
na autoportrety, podkreślić należy, że potrafił - na zlecenia - pracować z niezwykłym pietyzmem, 
jak choćby w poniższym przypadku...




Warto też - patrząc na powyższy obraz, zauważyć, że obraz ciała wydaje się nieco dziwny - np., ręce 
zwłok poddawanych sekcji mają nierówną długość i ogólnie ciało wydaje się lekko nieproporcjonalne. 
jednym z wyjaśnień może być to, że Rembrandt musiał się tu posłużyć szkicami, lub malować coraz
to inne zwłoki, jeśli scena była pozowana... 
Choć scena może się wydawać nieco makabryczna, warto wiedzieć, że publiczne sekcje zwłok były
podówczas swego rodzaju modą - protestancką odpowiedzią na Tabu, charakterystyczne 
dla krain katolickich - ale przede wszystkim stawianie na naukowe, pragmatyczne podejście 
do życia i śmierci, oraz początek ery prawdziwej, współcześnie rozumianej nauki upowszechnianej
wśród ludzi różnych klas społecznych. 

A teraz..., szeroki wybór portretów pędzla Rembrandta:






























































Jak już pisałem, Artysta stracił większość z dzieci, czwarte z kolei - syna Tytusa często malował...,
a choć nie przypuszczam, by przeczuwał nadchodzące nieszczęście i jego młodzieńczej śmierci,  
zapewne cieszył się mając go przy sobie o wiele dłużej, niż poprzednią trójkę... 
Oto kilka z portretów Tytusa:








Są portrety, do których mam szczególny sentyment - dwa pierwsze przedstawiają Polaków...
( Jeźdźca polskiego - Lisowczyka, najemnika..., oraz człowieka w stroju polskim, czy był Polakiem,
czy też nie, nie wiadomo, jednak ciekawym jest zobaczyć obrazy tego typu..., trzeci, to portret wieloletniego przyjaciela artysty - z którym się wielokrotnie, nawzajem portretowali, często przebierając się w niezwykłe stroje..., a ostatnia praca, to portret starego Żyda - obraz szczególny, niezwykły...












A teraz nieco scen rodzajowych, portretów bardziej metaforycznych, lub
jakby studyjnych, eksperymentalnych - a także aktów, scen z grubsza, 
rodzajowych... 

Nie będę tych prac szczególnie komentował..., niech przemawiają same z siebie...





















Drobna uwaga - jesteśmy przyzwyczajeni, że obrazy w sieci
powinny oddawać realny koloryt i światłocień, ale..., czasem...,
można mieć poważne wątpliwości:





Martwe natury jako takie, to nader rzadki temat w twórczości Rembrandta,
Jednak jest cykl, który można tak nazwać i jest to ten moment, gdy nazwa ta...
martwa natura - bardzo pasuje do przedstawienia... 







Chyba najbardziej znanym obrazem Rembrandta, w połowie drogi między sceną o charakterze 
rodzajowym, metaforycznym, historycznym i portretowym, jest...



Jest to też jeden z tych obrazów, które nie podobały się odbiorcom, bowiem najważniejsi nie są szczególnie
 wyróżnieni, zaś niemal fabularny charakter przedstawienia zdaje się sugerować, że artysta wykorzystał
portret zbiorowy jako pretekst do własnych poszukiwań. Choć są oczywiście i inne teorie, 
czasem nawet tak skomplikowane i przedziwne, że przypominają...
powieści fantastyczno/popularno/naukowe Dana Browna.

A teraz wybór prac o tematyce religijnej i alegorycznej - tu w pełni widać, że artysta nie 
ograniczał się do przedstawiania świata - a szczególnie światłocieni - w sposób czysto realistyczny...   
Myślę zresztą, że światło w ogóle - jako środek techniczny, dla Rembrandta, 
był nośnikiem treści "duchowych" - metaforycznych, mistycznych, czy wprost - teologicznych:












Przy okazji ponownie dwie reprodukcje jednego obrazu, które każą być bardzo ostrożnym, 
wobec oceny dzieł..., przez sieć...





Prawda, że spora różnica barw dzieli powyższe reprodukcje? 

Ale pójdźmy dalej... 



















 



























Ostatni "dział" dzieł artysty, jaki dziś pokażę, to pejzaże...



















Koniec, a zarazem...

C.D.N.