środa, 25 listopada 2015

Wojciech Kossak - Twórca zaangażowany.

Wojciech Kossak był malarzem z serca, ducha, pasji i ciężkiej pracy, pracy nieledwie tytanicznej, biorąc pod uwagę ilość, jakość, oraz wielkość wielu z dzieł artysty...
Mimo  wielu narosłych z czasem mitów i oskarżeń pod adresem Wojciecha Kossaka i Jego twórczości, uważam, perspektywy czasu i sztuki polskiej jako takiej, można Go uznać za jednego z najlepszych, artystę pierwszego rzędu, ba, twórcę zaangażowanego nie tylko w tworzenie, lecz także ideowo - wedle sobie współczesnych problemów polskich ( i nie tylko ). Współcześnie - tego typu zaangażowanie społeczne, polityczne, lub po prostu pro-codzienne życie - jest bardzo popularne, ale zazwyczaj nie łączymy go szczególnie z przeszłością, uważając nie wiadomo czemu, że to wymysł współczesności..., tak, zbyt często i zbyt łatwo przychodzi nam uogólniać na swoją korzyść, zbyt łatwo też tworzymy, często na użytek polityczny, piramidalne uproszczenia...

Wojciech Kossak  urodził się we Francji, w Paryżu ( w sylwestra 1856 roku ), jako pierwszy z bliźniaków...
Jego brat, nieznany szerzej, został obdarzony imieniem Tadeusz. Kossakowie przebywali w Paryżu,  ponieważ Juliusz studiował - miarą wielu malarzy polskich - za granicą, a Paryż był wówczas jednym z kilku, prawdopodobnie zresztą najważniejszym - centrum sztuki europejskiej.
Choć pierwsze lata przyszłego artysty naznaczone były bardzo skromnymi warunkami życia, niemal od urodzenia przebywał w otoczeniu elity polskiej, a to głównie uchodźców przed represjami zaborców, po powstaniu, oraz wojnach napoleońskich. Tak, nie można zapomnieć, że choć podówczas istniało pojęcie Polski, jednak nie w takim znaczeniu jak dziś..., nie - aż do czasu odzyskania niepodległości w roku 1918.

Kossakowie należeli do szlachty polskiej, a choć w Paryżu nie miało to większego znaczenia, przywiązani  byli do wykształcenia dzieci w duchu patriotycznym i utrzymywania kontaktów z innymi Polakami.
Jest to zresztą cecha charakterystyczna - w ogóle wyróżniająca polskie malarstwo na tle Europy.
Nie chodzi jedynie o tematykę prac malarskich ( wyróżniającą wielu ) malarzy polskich, acz i o tej odmienności nie wolno zapominać.
Tak, wielu - poza Polską musiało i musi nadal dziwić ówczesna tematyka dominująca w malarstwie polskim  - głęboko pro-polska, patriotyczna, pełna patosu i martyrologii, często niepoprawna politycznie - wielbienie czasów powstańczych, pozytywne oceny podbojów napoleońskich - albo przedkładająca nad inne - "klimaty" codzienności życia, ale znów, przede wszystkim bardzo szczególnego rodzaju życia - zupełnie nieznanego przeciętnemu zachodniemu artyście - obyczaju i szczególnego spojrzenia na świat rycerstwa polskiego ( szlachty ).
I tak oto, dochodzimy do odmienności numer dwa, bardziej nawet istotnej, niż problem tematu..., acz z tą kwestią bezpośrednio związanej... Otóż, bardzo niewielu XIX wiecznych malarzy polskich nie należało do stanu szlacheckiego, gdy w Europie, wręcz odwrotnie...
W większości krain europejskich, ale i w Rosji np., na palcach jednej ręki można policzyć malarzy urodzonych w domach szlacheckich, a i to, niemal wyłącznie w domach szlachty zubożałej, niewiele poza osobistą pamięcią i honorem wyróżniającej się ponad inne stany. Zresztą, na Zachodzie Europy szlachta nigdy nie miała tyle swobód i wolności, jak w przedrozbiorowej Rzeczypospolitej właśnie...
Co więcej - setki lat w zachodniej Europie trwała już "emancypacja" artystów - próby i dążenia uwolnienia się od miana rzemieślnika cechowego - podobnego jeśli już, nie panom rycerzom, a szklarzom, stolarzom, snycerzom, złotnikom, bednarzom i itp. Miarą szlachty zaś, możnowładców, królów, nie było "brudzenie sobie rąk" farbami, czy pyłem dłuta odbijanego od kamienia, lecz szeroko zakrojony mecenat artystyczny, wsparcie, lub wręcz pensje dla zdolnych rzemieślników, którzy ( jak i złotnicy np., czy szklarze ) i tak mieli często nieco więcej możliwości dostępu do wielkich postaci ( klientów ) swoich czasów. Malarstwo do XVIII wieku rzadko było zaliczane w poczet tzw., Sztuk - Sztuk Pięknych i nauk uznawanych za zajęcia szlachetnie, zatem z natury dobre dla szlachty i dworów. Sytuacja ta zaczęła się zmieniać powoli, zawsze opornie, a i przede wszystkim za przykładem po-rewolucyjnej Francji...
Wcześniej artyści - wywodzący się, podkreślmy to - ze stanów niższych - lecz mający ambicje poruszania się wśród elit, musieli studiować także matematykę, geometrię, muzykę, poezję, musieli biegle czytać i pisać, nierzadko w wielu językach i wciąż, wciąż rozwijać swoje możliwości zadziwiania władców... Nie bez przyczyny powstały pojęcia "człowieka renesansu", czy "poezji" jako wyróżnienia, podkreślenia wartości obrazów jako dzieł sztuki, lub warsztatowej "alchemii" malarstwa. Nie bez przyczyny także, najwyższym ukoronowaniem życia artysty malarza długo było, a właściwie jest nadal ( w krajach, gdzie zachowano częściowo ustrój monarchistyczny ) nadanie szlacheckie! Tak, to dlatego Velazquez, syn zubożałego szlachcica, uwielbiał życie dworskie, a swoimi sukcesami szczycił się do tego stopnia, by domalowywać wyróżnienia na dawno już powstałych autoportretach, to dlatego Rubens robił wszystko, co mógł, by przypodobać się swemu władcy...
Można powiedzieć, że artyści Zachodu walczyli o zaliczenie malarstwa do szlachetnych zajęć - Sztuk Pięknych, zaś polscy malarze, poza nielicznymi wyjątkami, korzystali w tego, uprawiając sztukę..., szlachecką.

Po kilku latach studiów Juliusz Kossak wraz z rodziną wrócił do Polski ( 1861 ), do Warszawy, w czasie jednak wyjątkowo trudnym i niespokojnym, wszak wkrótce wybuchnie Powstanie Styczniowe ( ! ). W dniu wybuchu Powstania Wojciech i Jego brat bliźniak mają ledwie 6 lat. Oto kolejne, choć dziecinne jeszcze, doświadczenie, które musiało odcisnąć głęboki ślad w psychice późniejszego artysty...
Musiało. Choć moje życie przebiegało inaczej, byłem niewiele, ledwie o kilka miesięcy młodszy, gdy w Polsce wprowadzono Stan Wojenny. Może porównanie jest nieadekwatne, nawet na pewno, lecz dzięki niepokojowi tamtego czasu, który dobrze pamiętam - nieledwie lepiej niż wiele innych zdarzeń z dzieciństwa, mogę, jak sądzę, zaryzykować sąd, że Wojciech, choć wówczas ledwie sześcioletnie dziecko, musiał z tych burzliwych wydarzeń zapamiętać znacznie więcej, niż może się nam wydawać...

Trudny czas i wydarzenia historyczne, a przede wszystko narastające - carskie - represje anty-polskie sprawiły, że ledwie po kilku latach, Kossakowie przenoszą się do Krakowa, gdzie zajmują tradycyjny dworek szlachecki, do dziś zwany "Kossakówką".  Dom ten, podobnie jak paryskie mieszkanie Kossaków, tętnił życiem towarzyskim, spotkaniami z licznymi osobistościami kultury i sztuki, inteligencji Krakowskiej.
Jak sadzić można z listów matki Wojciecha, przejawiał on talent i zamiłowanie do malarstwa i rysunku od lat najmłodszych, na pewno zapiski mówią o synku w wieku lat około 14.
W każdym razie, wiadomo o Wojciechu tyle, że nie interesowało go niemal nic co nie miało by związku z sztuką lub ulubioną tematyką prac plastycznych - tą, której poświęcił całe swoje dorosłe życie. W szkole miał stopnie raczej słabe, zdarzały się oceny niedostateczne ( końcowe ! ),  w każdym razie, w roku 1871, 16 letni wówczas Wojciech Kossak zostaje przez Ojca zapisany do Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie.
Dwa lata później, w 1873 roku  wyjeżdża do Monachium, gdzie podejmuje naukę malarstwa w słynnej Szkole Monachijskiej, szkole, którą ukończyło wielu najlepszych polskich malarzy.
W czasie studiów i po powrocie do Krakowa Wojciech sporo już maluje ( wiele lat intensywnie rysował ), jednak głównie motywy  wzorowane, a często wprost kopie tak prac Ojca, jak i innych znanych twórców. W roku 1877 znów wyjeżdża, tym razem - wzorem swego ojca - na studia do Paryża. Malować na poważnie - własne motywy - zaczyna właśnie około roku 1877 roku, lecz pierwsze sceny batalistyczne, z których wkrótce zasłynie, tworzy blisko dwa lata później ( mając 23 lata ).

Życie Wojciecha Kossaka od wczesnej młodości naznaczyły liczne podróże po świecie, ale dokądkolwiek nie pojechał, tam również tworzył, i wielokrotnie wystawiał swoje prace.
W latach 80-tych i 90-tych XIX wieku wystawia swoje prace m.in. w Krakowie, Warszawie - to były podówczas dwa, odrębne protektoraty / zabory ( ! ) -  w Wiedniu, Peszcie, Monachium, Berlinie, Londynie, Paryżu, Lwowie, w Zakopanem, ale i w USA - i nie tylko, o czym jeszcze napiszę.

Jednym z najsłynniejszych ( w ogóle, a na pewno za życia artysty ) obrazów była:
"Olszynka Grochowska", scena batalistyczna, ukazująca najkrwawszą chyba bitwę Powstania Listopadowego, w której po obu stronach walczyło blisko 100 tysięcy żołnierzy ( więcej w linku, który znajduje się u dołu postu ).
Niestety, oryginalny obraz nie zachował się do naszych czasów - spłonął w pożarze w 1915 roku.
Niemniej, Kossak poświęcił temu momentowi historii polskiej wiele motywów, w tym liczne interpretacje na podstawie szkiców pierwotnej kompozycji, oto kilka z nich:

 


Przy okazji warto podkreślić bardzo charakterystyczną cechę malarstwa Wojciecha Kossaka, z której zresztą często czyniono mu zarzuty - otóż, artysta wielokrotnie wracał do wybranych motywów, i nie tylko interpretował je, ale i często wprost - co wyżej widać - replikował niemalże dosłownie... Czasem czynił to dla siebie, częściej jednak, wykonywał te repliki dla klientów. Z jednej strony można to uznać za działanie czysto komercyjne - co dla niektórych oznacza osłabienie wartości twórczości danego artysty - z drugiej..., może też podpadać pod "zarzut" charakterystyczny dla  konkurencji zawodowej - prostej artystycznej zawiści... Poza tym, Kossak jeśli kopiował, to jednak zawsze własne, autorskie motywy... Nie wspomnę już o tym, że i wielu, często bardzo znanych i cenionych artystów współczesnych, nie tylko powtarza i interpretuje wielokrotnie własne pomysły, tworzy długie cykle pod dany temat ( to i ja robię ),
ba, bywa, przez całe dojrzałe życie twórcze - wciąż, gdziekolwiek nie przebywają, wciąż malują dosłownie jeden motyw..., tak, dziś nie ma nic wielkiego w tym o czym piszę, ale mimo to, łatka przylgnęła do Wojciecha Kossaka i do dziś zdarza się, że ów stereotyp ważniejszy jest niźli racjonalna, pełna ocena Jego twórczości.

Kolejnym elementem twórczości Wojciecha Kossaka, którego nie wolno pominąć w jakimkolwiek poważnym opracowaniu, są tworzone od lat 90-tych XIX wieku Panoramy.
Najbardziej znaną i pierwszą Panoramą, w której malowaniu Wojciech Kossak uczestniczył, żeby nie powiedzieć, że sam zaprojektował i wykonał jej większą część - jest oczywiście Panorama Racławicka.
Pomysłodawcą i organizatorem tego przedsięwzięcia był Jan Styka, który zwrócił się w 1892 roku do Kossaka z pomysłem, by po wielu zabiegach przystąpić do pracy w roku 1893 - we Lwowie.
W pracy nad obrazem uczestniczyli także ( i m.in. ) malarze: Axentowicz, Popiel, Rozwadowski, Tetmajer...
Nie ma się czemu dziwić, obraz - jakiego malowanie przypadło im w udziale - miał 15 na 120 m, czyli, bagatela, około 1800 m2 powierzchni! Warto też podkreślić, że tę gigantyczną pracę artyści wykonali w zaledwie 9 miesięcy... Biorąc pod uwagę skalę skomplikowania kompozycji, ilości szczegółów, motywów,
konieczności kreowania z pamięci, wyobraźni i według historii -  w tym historycznych danych o uzbrojeniu, mundurach i wydarzeniach związanych z tematem, ba, konieczność malarskiego zgrania kilku różnych osobowości malarskich... Cóż, podziwiam i podziwiać będę tę niesamowitą malarską pracę nad Panoramą Racławicką, niezależnie od ewentualnych "krytyk" twórczości Kossaka, zwłaszcza w wykonaniu późniejszych malarzy, którzy często gęsto nie mają czego ( we własnym dorobku ) porównywać... (...).
Taaak..., a oto kilka motywów z Panoramy Racławickiej:







Kossak uczestniczył w stworzeniu kilku wielkich obrazów, w tym równie wielkiej jak Racławicka - Panoramy zwanej "Berezyną" - we współpracy z Julianem Fałatem, Wywiórskim i wieloma innymi artystami. Ta ostatnia Panorama nie przetrwała próby czasu, i jak wiele ogromnych półcień przeszłości z czasem została pocięta na kawałki, częściowo przemalowana ( przez Kossaka zresztą ) i w takiej postaci wyprzedana pojedynczym klientom.

W latach 1895 - 1902 Wojciech Kossak przebywa w Berlinie. Ten wyjazd jest szczególnym w życiu artysty, tym bardziej, że pracując dla władcy Niemiec, choć z powodzeniem - mając wiele zamówień i jak się dziś mówi "kosząc niezły grosz", w Polsce dorobił się niezbyt pochlebnych opinii. Nie ma się zresztą czemu dziwić - zaborca niemiecki na przełomie XIX i XX wieku przysporzył Polakom sporo kłopotów, i to, co piszę, należy rozumieć jako bardzo łagodny..., eufemizm. Zwłaszcza silnie antypolskie wystąpienia władcy Niemiec w Malborku w 1901 roku zaszkodziły opinii o artyści. Ma wówczas wiele problemów z krytyką krakowskiej głównie prasy, ale i osobisty - potężny dylemat - co począć w zaistniałej sytuacji. Z jednej strony, jak wspomniałem, pobyt w Berlinie przysporzył mu sporo sukcesów i jeszcze więcej zamówień, z drugiej był Kossak - niezależnie od licznych zarzutów - zapalonym patriotą, ale znów, nade wszystko, malarzem. Nie wnikając w szczegóły, w roku 1902, narażając się Niemcom i dostając niemal w krzyżowy ogień prasy tak niemieckiej jak i polskiej, postanowił wrócić do kraju. Niestety, powrót nie spotkał się z taką reakcją, jakiej oczekiwał i znękany, a wręcz obrażony niesprawiedliwymi w Jego przekonaniu oskarżeniami, wkrótce, bo już w roku 1903, wyjechał - tym razem do Wiednia...
Tu wrócę na chwilę do wyżej i skrótowo zarysowanego problemu krytyki, z jaką borykał się artysta na przełomie XIX i XX wieku. Otóż są dwa powody, dla których większość z tej krytyki, była co najmniej przesadzona, żeby nie powiedzieć, często wprost bezsensowna....
Po pierwsze, artysta ten nigdy nie malował gloryfikując zwycięstwa i przewagi niemieckie ponad polskimi, ba, częściej zdarzało mu się przedstawiać sceny tak, że ukazywał w nich mp., wielkość nie lubianego podówczas ( z oczywistych względów historycznych ) Napoleona i w ogóle Francji, potwierdza to choćby taki "drobiazg", jak fakt nadania Wojciechowi w 1901 roku, w czasie Jego pobytu w Berlinie,  krzyża Legii Honorowej - odznaczenie..., francuskie!
Po drugie, jak sam zauważał w swoich wspomnieniach, swoją twórczością, w którą zawsze wkładał całe serce i kunszt, rozsławiał sztukę i historię ( malował i tam liczne tematy polskie, lub historycznie z polskością związane ) Rzeczypospolitej, a w Berlinie każdy wiedział, że jest Polakiem, a nie malarzem skądś tam.
Oczywiście, należy też zrozumieć, że każdy człowiek, który znajdzie się w podobnie niesprzyjających kleszczach między historią, a własną pasją, zwłaszcza, gdy historia jest tak bardzo trudna, każdy taki człowiek może narazić się na krytykę, krytykę, której nie da się niczym i nigdy do końca zmyć z nazwiska, choćby był sam w sobie zawsze solidny, szczery i oddany słusznej dla swego narodu sprawie. Wystarczy, że ktoś taki po prostu znajdzie się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie, albo, co gorsza, zdobędzie uznanie w oczach ludzi przez rodaków znienawidzonych... I..., właściwie trudno mieć pretensje do Jego krytyków, nawet, jeśli de facto, z punktu widzenia czasu, jasno widać, że artysta nie uczynił niczego złego, a z pewnością, nie wyrządził żadnej krzywdy wielkiej sprawie polskiej niepodległości...

W czasie swojego pobytu w Wiedniu, Wojciech Kossak jak zwykle od razu wpada w wir pracy, maluje dużo, acz jednak głównie niewielkie motywy, częściej dla Polaków, niż Austriaków. Podróżuje, wystawia się - w Wiedniu i Londynie ( 1905 ), w Paryżu i USA ( 1907 )...

Do Polski / Krakowa wraca dopiero w roku 1907 i - mimo, że także i w tym czasie wiele podróżował, zasadniczo mieszkał w Krakowie. 
Od roku 1907 następuje też zmiana nastrojów i ogólnego stosunku do Artysty, być może nie zapomniano mu zupełnie blisko 7-letniego pobytu w Berlinie, jednak pracowity artysta zdobywa liczne zamówienia, pracuje - według licznych źródeł - niemal "bez wytchnienia". Założył też w tym czasie grupę artystyczną "Zero", przeciwstawiając jej idee bardziej nowoczesnym trendom w sztuce krakowskiej.
W tym czasie osiąga też swego rodzaju szczyt - wyżej już opisana tendencja w twórczości artysty - wykonywania licznych kopii i interpretacji własnych prac, co zresztą niejednokrotnie przysparza mu problemów i znów, fal krytyki, tym razem raczej na niwie artystycznej, również od klientów niezadowolonych z tego, że otrzymują nie oryginały, pierwowzory koncepcji malarskich, a ledwie ich kolejne "wersje". Niemniej, ogólnie rzecz biorąc można ten okres uznać za szczyt sławy i powodzenia .
W roku 1913 zostaje nawet wiceprezesem Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie.
W roku 1914, jak powszechnie wiadomo, wybucha I wojna światowa. Wojciech Kossak zostaje zmobilizowany. Jednak dzięki swoim stosunkom i mimo koszmarów wojennych praktykowanemu wciąż malarstwu, wkrótce - w roku 1915, zostaje przeniesiony do Warszawy, do służby lekkiej i właściwie bezpiecznej, wkrótce zaczyna prowadzić pracownię batalistyczną. Pracuje w randze profesora, a pracownia działa do roku 1919. Po wojnie Kossak na rok wstępuje do Wojska Polskiego w stopniu majora, jednak wkrótce ze służby tej rezygnuje ( 1919 ), a rok później znów zaczyna podróżować po świecie. Jeździ m.in., do Paryża, pięciokrotnie podróżuje do USA..., powstaje wówczas sporo obrazów o tematyce typowo amerykańskiej. Znów jest "na topie". Odnosi również liczne sukcesy w kraju - w roku 1923 zostaje odznaczony krzyżem Komandorskim Orderu Polski Odrodzonej, a w 1924 nadchodzą też sukcesy zagraniczne - ze sporym uznaniem spotykają się obrazy wystawione na Salonie Paryskim, dzięki czemu Kossak zostaje członkiem Union Artistique. Lata dwudziestolecia międzywojennego upływają Kossakowi na podróżach oraz wytężonej pracy artystycznej, nieustającej mimo kolejnej, narastającej z czasem fali krytyki Jego sztuki. Tym razem nie chodzi nawet o to, że ( jak zwykle ) wykonuje wiele replik i przeróbek wcześniejszych motywów. Tym razem, po prostu..., zmieniają się mody, coraz mocniej do głosu dochodzą nowoczesne trendy w malarstwie zachodnim, młode pokolenia malarzy nie doceniają już, jak dawniej, kunsztu i wypracowanego, akademickiego warsztatu artysty... Zresztą, jest to i tym trudniejsze dla artysty,  że Wojciech Kossak im starszy, paradoksalnie malował z większą swadą, mocniejszym gestem, często tak pewnym, że jednym dłuższym pociągnięciem pędzla budował od razu chmurę, cześć nieba albo pień drzewa, a dwa lub trzy pociągnięcia plus nieco drobniejszych plamek z precyzją budowały sylwetkę konia w biegu...

W roku 1935 Wojciech Kossak obchodzi 80 urodziny i zarazem 60-lecie pracy twórczej!
Wystawia swoje prace w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Lwowie, Katowicach, w Wilnie, pokazując blisko 180 obrazów. Choć wystawy te nie spotykają się z takim uznaniem, jakiego artysta mógł, można powiedzieć wprost, miał prawo się spodziewać, jubileusz i tak uznać można za sukces. 
Już po 80 roku życia planował Wojciech Kossak stworzenie nowej wielkiej Panoramy, miała ona, według zamierzeń mieć rozmiar ostateczny 17x110 m! Jednak przygotowania trwały długo, były problemy ze znalezieniem miejsca..., słowem, artysta planów swych zrealizować nie zdążył, ponieważ na przeszkodzie ponownie stanęła mu wojenna zawierucha...

Tak, nadszedł koszmarny 1 września 1939 roku...

Ponad 80-letni artysta mimo rozpaczy z powodu niemalże pogromu polskiej armii, nie tracił nadziei, wierzył w ostateczne zwycięstwo polskiego oręża, planował wciąż, że po wojnie zrealizuje swoją wymarzoną Panoramę, malował nawet szkice... To, co należy odnotować na temat życia artysty w czasie niemieckiej okupacji - nigdy, ani razu nie zgodził się - mimo, że tym samym bardzo się narażał - namalować jednego choćby obrazu dla okupanta. Ba, wciąż malował liczne motywy pro-polskie, ot, stosując wsteczne - "wcześniejsze" datowanie, by w ten sposób uniknąć zagrożenia...
Tak upłynął artyście rok 1939, 1940, w końcu 1941, choć wówczas cierpiał już bardzo, nie zdając sobie sprawy, że zżera go ciężka, wówczas w większości przypadków śmiertelna choroba - rak.
Mimo wszystko malował, wciąż malował, według niektórych źródeł nawet w ostatnim dniu życia - z rana kazał sobie nałożyć na paletę farby - choć był już zbyt osłabiony, by wstać i malować...
Zmarł latem, 1942 roku. 

Wojciech Kossak miał niezwykłe, przebogate w różnorodne wydarzenia życie, życie w ostatecznym rozrachunku szczęśliwe, z pewnością więcej było w nim sukcesów wybitnej miary niż porażek, więcej pochwał niźli krytyki, więcej pracy i postawy patriotycznej z pewnością, wobec sytuacji choćby pozornie wątpliwych. Z pewnością był artystą wybitnej miary, głęboko zaangażowanym - w bardzo współczesnym nam znaczeniu. Co tam, że swoista specyfika historii naszego regionu, nie dała mu sławy międzynarodowej, równej wielu mistrzom ówczesnej Akademii lub awangardy...

Poniżej, wybór prac artysty, zdjęć dokumentalnych, oraz kilka linków na ciekawsze tematy poruszone w tekście - i jeszcze jedno - prac nie opisuję świadomie, mają oczywiście swoje tytuły, części można się domyślić wprost, część jednak trzeba by rozszyfrować szukając na własną rękę, i tak, tak, czynię to poniekąd, by zachęcić Państwa do dalszych - własnych poszukiwań - zwłaszcza - że publikowane poniżej prace to ledwie ( niewielki ) wycinek z przebogatej twórczości Wojciecha Kossaka:



 




















 
 













 
 




Fotografie z pracowni malarza dodaję z jednego powodu - by pokazać kilka rzeczy, z których często nie zdajemy sobie sprawy - jak rzeźba konia w rynsztunku i z siodłem ! - a także, ponieważ jest bardzo prawdopodobne, że Wojciech Kossak korzystał z fotografii - choćby w ostatnim z prezentowanych portretów - jednak... Spójrzcie Państwo, jaka to była fotografia - przekontrastowana, czarno/biała, z długim czasem naświetlania, wykluczająca zatem wyjaśnienie fotografią np., ujęć walk, kawaleryjskich szarży..., nie, fotografia nie tłumaczy osiągnięć artysty, to, co najwyżej, swego rodzaju artystyczny "kwiatek do kożucha".

Linki:

















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz